Mandat za granicą – niemiła pamiątka z wakacji

Podróż samochodem po obcym kraju może okazać się kosztownym przedsięwzięciem nie tylko ze względu na koszty transportu, ale również na skutek nieznajomości (a czasem samego tylko nieprzestrzegania) obowiązujących tam przepisów drogowych. Może zdarzyć się, że za granicą te same zachowania na drodze, które w Polsce nie są w żaden sposób uregulowane, okażą się karalne lub obarczone o wiele wyższą karą.

Kosztowne zdjęcie z wakacji

W niektórych państwach (np. Francji) przekroczenie prędkości nawet o 1 km/h może okazać się bardzo kosztowne. Dodatkowo, w wielu krajach granica rejestracji urządzeń służących do pomiaru prędkości jest o wiele niższa niż w Polsce i wynosi zaledwie 5 km/h.  Jeśli więc nasze wykroczenie zostanie ujęte fotoradarem, mandat niemal z pewnością dotrze do właściciela pojazdu. Wynika to z faktu, że od 2014 r. na terenie całej Unii Europejskiej działa Europejski System Informacyjny o Pojazdach i Prawach Jazdy (Eucaris). Służy on do przekazywania danych właściciela pojazdu, zarejestrowanego za pomocą urządzeń kontrolujących prędkość. Za pomocą Eucaris organy zagraniczne wnioskują do Krajowego Punktu Kontaktowego działającego w ramach CEPiK (Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców) o informacje na temat pojazdu, którego kierowca popełnił wykroczenie. KPK udziela informacji elektronicznie w ciągu 7 dni. Jednak niechciane fotografie z wyjazdu mogą dotyczyć też takich przewinień, jak: rozmowa przez telefon w trakcie jazdy, przewożenie dziecka bez wymaganego fotelika, wyprzedzanie prawym pasem, czy parkowanie w niedozwolonym miejscu.

Zatrzymanie przez zagraniczny patrol

W przypadku zatrzymania na gorącym uczynku przez zagraniczne służby drogowe, zasadą jest wystawianie tzw. mandatu gotówkowego – płatnego na miejscu bezpośrednio funkcjonariuszowi, w walucie państwa, na terenie którego doszło do zatrzymania. Ma to zabezpieczyć przed unikaniem zapłaty przez osoby jedynie czasowo przebywające na terytorium danego kraju. W razie braku gotówki patrol może pozwolić na skorzystanie z pobliskiego bankomatu np. po zdeponowaniu dokumentu tożsamości, ale również odholować pojazd na policyjny parking.

W innych krajach, jak np. Szwajcaria, nieuiszczenie mandatu w terminie może uniemożliwić wyjazd z jego terytorium. Wynika to z faktu, że informacja o wykroczeniu trafia bezpośrednio do tamtejszej służby granicznej, kontrolującej przepływ osób unikających należności na rzecz państwa.

Nie polecam również podejmowania prób negocjowania z funkcjonariuszami co do wysokości ewentualnego mandatu. W szczególności w państwach zachodniej i północnej Europy gdzie takie zachowanie może spotkać się z zarzutem zamiaru przekupienia funkcjonariusza, a co za tym idzie, jeszcze poważniejszymi skutkami prawnymi.

Czy, kiedy, komu i w jakiej należy zapłacić?

Aby można było wyegzekwować zapłatę zagranicznego mandatu, konieczne jest jego zatwierdzenie przez polski sąd. Ze względu na to, że procedura ta pociąga za sobą koszty, zdarza się, że służby z innych państw, nie ścigają zagranicznych kierowców kiedy mandat opiewa na niską kwotę.

Nie zmienia to faktu, że w większości państw okres przedawnienia karalności wykroczeń drogowych wynosi od 2 do 5 lat. Tym samym, nawet jeśli po powrocie do Polski nie otrzymamy mandatu, nie oznacza to, że przy okazji najbliższej ponownej wizyty w danym kraju tamtejsze służby (np. w trakcie rutynowej kontroli drogowej) upomną się o zapłatę zaległej grzywny, i to powiększonej o odsetki za opóźnienie w jej uiszczeniu.

Świadomość i ostrożność kluczem do uniknięcia mandatu.

Chcąc więc uniknąć zbędnych kosztów związanych nieprzestrzeganiem lokalnego prawa drogowego, przed wyjazdem za granicę warto przede wszystkim zapoznać się z podstawowymi regulacjami obowiązującymi kierowców w kraju, do którego się wybieramy. Dotyczy to nie tylko zachowania limitów prędkości, ale i innych zachowań na drodze, które co prawda w Polsce nie stanowią wykroczenia, natomiast za granicą mogą spotkać się z dotkliwą karą. Przede wszystkim jednak – niezależnie jaką część świata przemierzamy samochodem, najlepszym sposobem na uniknięcie mandatu jest zachowanie szczególnej ostrożności na drodze.

UdostępnijShare on LinkedInShare on Facebook

Czy ksero dowodu będzie grozić więzieniem?

Wypożyczalnia samochodów, sprzętu sportowego, osiedlowy klub fitness, salon operatora komórkowego… W ilu miejscach zdarza nam się usłyszeć, że dla skorzystania z usługi konieczne jest potwierdzenie naszych danych przez zeskanowanie lub wykonanie ksera dokumentu tożsamości?

Praktyka jakkolwiek powszechna, to od dłuższego czasu zwraca się uwagę na ryzyko, jakie za sobą niesie. W najlepszym wypadku jest to pozyskanie informacji na temat naszego weku lub miejsca zamieszkania. Jednak niebezpieczeństwo jest o wiele dalej idące i w skrajnych przypadkach może doprowadzić do kradzieży tożsamości, a więc celowego wykorzystania naszych danych osobowych, najczęściej z zamiarem osiągnięcia korzyści majątkowej.

Naprzeciw temu zagrożeniu wyjść mają przepisy wchodzące w życie 12 lipca 2019 r., które – cytując ustawę – pod groźbą grzywny, ograniczenia, a nawet pozbawienia wolności zakazują wytwarzania, oferowania, zbywania lub przechowywania w celu zbycia repliki dokumentu publicznego (art. 58 ustawy z dnia 22 listopada 2018 r. o dokumentach publicznych).

Jakich dokumentów dotyczą nowe przepisy?

Co jednak kryje się za tak sformułowanym zakazem? Na samym początku warto zauważyć, że dotyczy on dokumentów identyfikujących daną osobę lub rzecz, jak i potwierdzający stan prawny lub prawa osób, które się nim posługują, a więc m.in.:

  • dowody osobiste, paszporty, prawo jazdy
  • odpisy prawomocnych orzeczeń sądów oraz tytuły wykonawcze
  • zaświadczenia stwierdzające m.in. uprawnienie do reprezentacji danej osoby, dokonania czynności prawnej bądź zarządu określonym majątkiem
  • wypisy, odpisy i wyciągi aktów notarialnych
  • legitymacja dokumentująca niepełnosprawność lub jej stopień oraz przyznające prawo do określonych ulg
  • dowód rejestracyjny i karta pojazdu
  • legitymacje służbowe
  • dokumenty potwierdzające wykształcenie, w tym świadectwa dojrzałości
  • legitymacje szkolne i studenckie itp.

Czy ksero dokumentów stanie się nielegalne?

Co kluczowe, a co najczęściej umyka przy okazji głośnego ostatnio tematu zmiany ww. przepisów – nie wprowadzają one zakazu kserowania, czy skanowania dokumentów, na których znajdują się nasze dane osobowe.

Przede wszystkim, kryminalizowany proceder musi polegać na posługiwaniu się repliką ww. dokumentów.  Wymaga to takiego odwzorowania lub kopii, która posiada cechy autentyczności. Biorąc pod uwagę, że ww. dokumenty mają z reguły charakterystyczną dla swego rodzaju formę (plastikowy kartonik lub wyposażenie w znak wodny), trudno uznać ich kserokopię lub skan za postać przypominającą oryginał. Tym samym tak powielonego dokumentu publicznego nie można uznać za jego replikę. Co za tym idzie – wykonanie kopii, skanu, fotografii któregokolwiek z ww. dokumentów publicznych, ze względu na brak cech autentyczności np. co do formatu czy koloru, nie będzie podlegało karze na gruncie nowych przepisów.

Czego zabrania nowa regulacja?

Wchodzące w życie zmiany posiadają 2 zasadnicze cele.

Pierwszy z nich to zapobieganie wytwarzaniu fałszywych dokumentów, łudząco podobnych do oryginałów, które mogą być wykorzystywane do popełnienia przestępstwa. Drugi ściśle wiąże się z obowiązującymi już przepisami dotyczącymi ochrony danych osobowych. Nietrudno zauważyć, że gromadzenie kserokopii, czy skanów dokumentów tożsamości stanowi przetwarzanie danych osobowych. To natomiast zawsze musi odbywać się zgodnie z zasadą minimalizmu, a więc gromadzenia tylko tych danych, które są niezbędne dla konkretnego celu przetwarzania (jak np. zatrudnienie, zawarcie umowy, potwierdzenie kwalifikacji).

Kluczowe jest więc, by w każdym przypadku – zwłaszcza, gdy mowa o najprostszych usługach życia codziennego – rozważyć najpierw, czy dany rodzaj przetwarzania wymaga gromadzenia szeregu niejednokrotnie tak specyficznych danych, jak nr PESEL, zdjęcie, adres zamieszkania, czy imiona rodziców. Brak uzasadnienia dla takich działań spotkać może się równie dotkliwą, jak karna, sankcją pieniężną nałożoną przez Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Szczególne warunki przetwarzania dokumentów

Nie tylko nowa ustawa o dokumentach publicznych, ale i szereg innych przepisów określa przypadki, w których posługiwanie się przez określone podmioty ww. dokumentami odbywa się na odrębnych zasadach. W szczególności jako replika dokumentu publicznego nie jest traktowana kserokopia lub komputerowy wydruk dokumentu publicznego wykonany do celów urzędowych, służbowych lub zawodowych wnikających w właściwych przepisów, a także wykonanych wyłącznie na użytek osoby, dla której ten dokument został wydany.

Ponadto, przepisy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy  oraz przepisy prawa bankowego przyznają odrębną podstawę prawną dla przetwarzania dokumentów tożsamości i informacji z nich zawartych. Upoważnia ona to tego takie podmioty jak banki, notariusze, kantory, instytucje pożyczkowe, towarzystwa ubezpieczeniowe, firmy leasingowe, pośrednicy nieruchomości – w ściśle określonym zakresie wyznaczonym ww. ustawami.

UdostępnijShare on LinkedInShare on Facebook

Informacja o niekaralności pracownika – tajemnica, czy obowiązek ujawnienia?

Informacja dotycząca karalności jest jedną z najbardziej wrażliwych danych, jakie zatrudniający może uzyskać o kandydacie do pracy lub pracowniku. Czy jednak tej, niewątpliwie istotnej z punktu widzenia pracodawcy, informacji można żądać można w każdej sytuacji?

Kto i kiedy może uzyskać informacje o niekaralności?

Dostęp do informacji na temat karalności jest ściśle limitowany przez obowiązujące przepisy.

W zakresie, w jakim jest to niezbędne dla zatrudnienia, wyłącznie, gdy wyraźny przepis ustawy stawia wymóg niekaralności lub korzystania z pełni praw publicznych – żądać takich informacji może pracodawca.

Istnieją bowiem przypadki, w których ujawnienie informacji na temat karalności osoby zajmującej konkretne stanowisko lub funkcję, bądź prowadzącej określoną działalność  jest obowiązkowe. Dotyczy to m.in.:

  • osób pełniących funkcję w organach spółek handlowych,
  • pracowników podmiotów sektora finansowego,
  • pracowników samorządowych,
  • pracowników służb mundurowych, organów ścigania oraz wymiaru sprawiedliwości,
  • ochroniarzy osób i mienia,
  • detektywów.

Obowiązek ten każdorazowo wiążę się z wymogiem niekaralności wynikającym wprost z przepisów. Tym samym, jakiekolwiek przypadki żądania przez przyszłego lub obecnego pracodawcę informacji o wydanych względem danej osoby wyrokach skazujących jest nieuprawnione i spotkać może się z potencjalnymi roszczeniami odszkodowawczymi ze strony osoby, której informacje te dotyczą, jeśli uzna ona, że żądanie takie godzi w sferę jej prywatności, lub doprowadziło do jej nierównego traktowania w zakresie nawiązania współpracy lub zakończenia zatrudnienia.

Czy dobrowolne podanie informacji jest możliwe?

Niejednokrotnie może zdarzyć się, że kandydat do pracy, chcąc zwiększyć swoje szanse na zatrudnienie, z własnej inicjatywy przedkłada przyszłemu pracodawcy informację o swojej niekaralności. Czy legalizuje to posiadanie tego typu danych? Odpowiedź na to pytanie wprowadził obowiązujący od 4 maja 2019 r. przepis art. 221a Kodeksu Pracy, który wprost zabrania – nawet na podstawie zgody, w tym również z inicjatywy samego kandydata lub pracownika – przetwarzania danych osobowych dotyczących wyroków skazujących oraz czynów zabronionych.

Skutki odmowy informacji o niekaralności

Co jednak w sytuacji, gdy przyszły lub obecny pracownik nie chce przedstawić zaświadczenia o niekaralności? Nieudzielenie takiej informacji przez kandydata ubiegającego się o zatrudnienie lub odmowa jej udokumentowania, może stać się przyczyną braku nawiązania współpracy. Podkreślić należy, że dotyczy to wyłącznie sytuacji, w których przepisy pozwalają na żądanie danych o niekaralności. Podobny skutek może odnieść uzyskanie informacji na temat skazania prawomocnym wyrokiem za określone przestępstwo, którego popełnienie nie da się pogodzić z konkretnym stanowiskiem, bądź wykonywaną pracą.

W odniesieniu do obecnych już pracowników, ujawnienie informacji na temat karalności (do czasu zatarcia skazania niweczącego ten fakt) powodować może tymczasem rozwiązanie umowy o pracę za wypowiedzeniem, bądź bez wypowiedzenia z winy pracownika, jeśli przestępstwo popełnione zostało w czasie zatrudnienia i uniemożliwia dalsze pracę na zajmowanym dotąd stanowisku.

Takie zachowania, jako uprawnione po stronie pracodawcy, nie będą mogły spotkać się ze skutecznym zarzutem ze strony niezatrudnionego lub zwolnionego pracownika.

Skutki nieuzasadnionego żądania informacji o niekaralności

Niezależnie od przywołanych wyżej roszczeń potencjalnych lub obecnych pracowników związanych z bezpodstawnym żądaniem informacji na temat braku karalności, czy też nierównego traktowania ich w razie uzasadnionej odmowy ich podania, proceder taki uznany może spotkać się również z reakcją organu nadzoru w zakresie przetwarzania danych osobowych, tj. inspektorów Urzędu Ochrony Danych Osobowych, jak i organów wymiaru sprawiedliwości. Zgodnie bowiem z obowiązującymi przepisami w tym zakresie, przetwarzanie danych osobowych bez podstawy prawnej zagrożone jest administracyjną karą pieniężną, która w skrajnych przypadkach sięgać może kwot równowartości 20 mln euro. Niezależnie od tego, nieuprawnione uzyskiwanie z Krajowego Rejestru Karnego informacji dotyczącej karalności danej osoby stanowi przestępstwo zagrożone karą grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

UdostępnijShare on LinkedInShare on Facebook

Odpowiedzialność karna za katastrofę budowlaną

Gdzie nie spojrzysz plac budowy. Jak grzyby po deszczu powstają nowe biurowce, deweloperzy prześcigają się w budowie szeregów i apartamentowców na każdym wolnym skrawku ziemi, a stare budynki dzięki renowacji odzyskują dawny blask lub wręcz przeciwnie – stare budynki popadają w jeszcze większą ruinę. A wiadomo – gdzie się buduje/remontuje nie trudno o wypadek, czy inne niebezpieczne zdarzenie. W dzisiejszym wpisie przybliżę Państwu jeden z najczarniejszych scenariuszy – katastrofę budowlaną i związaną z nią odpowiedzialnością karną.

Czym jest katastrofa budowlana?

Zgodnie z prawem budowlanym, katastrofą budowlaną jest niezamierzone, gwałtowne zniszczenie obiektu budowlanego lub jego części, a także konstrukcyjnych elementów rusztowań, elementów urządzeń formujących, ścianek szczelnych i obudowy wykopów.

Postępowanie wyjaśniające

W związku z wystąpieniem katastrofy budowlanej, na określonych organach ciąży obowiązek przedsięwzięcia zachowań pozwalających na zapobieżenie rozwojowi dalszych negatywnych skutków oraz ustalenie okoliczności, które wywołały katastrofę.

Postępowanie wyjaśniające w sprawie przyczyn katastrofy budowlanej prowadzi właściwy organ nadzoru budowlanego. Zapewnienie doraźnej pomocy poszkodowanym jest natomiast obowiązkiem kierownika budowy (robót) – w przypadku obiektu budowanego lub rozbieranego bądź właściciela, zarządcy lub użytkownika obiektu – w przypadku budynku użytkowanego. Osoby te są również zobowiązane do przeciwdziałania rozszerzaniu się skutków katastrofy. To na nich ciąży również obowiązek niezwłocznego poinformowania o katastrofie organu nadzoru budowlanego, prokuratora, Policji oraz inwestora, inspektora nadzoru inwestorskiego i projektanta obiektu budowlanego, jeżeli katastrofa nastąpiła w trakcie budowy.

Organ nadzoru budowlanego po otrzymaniu zawiadomienia o katastrofie budowlanej jest obowiązany niezwłocznie powołać komisję w celu ustalenia przyczyn i okoliczności katastrofy oraz zakresu czynności niezbędnych do likwidacji zagrożenia bezpieczeństwa ludzi lub mienia.

Występki w prawie budowlanym

Na wstępie wskażę na różnorodność źródeł przepisów prawa dotyczących czynów związanych z procesem budowlanym. Prawo budowlane przewiduje bowiem kary za następujące czyny: prowadzenie samowoli budowlanej, budowę bez wymaganego zgłoszenia bądź pomimo wniesienia sprzeciwu przez właściwy organ, jeżeli została wydana decyzja nakazująca rozbiórkę lub postanowienie wstrzymujące prowadzenie robót budowlanych. Ponadto ustawa za czyn zabroniony uznaje wykonywanie poszczególnych czynności budowlanych, takich jak: udaremnianie określonych ustawą czynności organów administracji architektoniczno-budowlanej lub nadzoru budowlanego oraz wykonywanie samodzielnej funkcji technicznej w budownictwie, nie posiadając odpowiednich uprawnień budowlanych lub prawa wykonywania samodzielnej funkcji technicznej w budownictwie.

Przestępstwa opisane w prawie budowlanym stanowią przestępstwa powszechne, a zatem może popełnić je każdy. Niemniej z uwagi na charakter czynów objętych penalizacją należy uznać, iż adresatami przywołanych norm są w szczególności: inwestor, kierownik budowy, kierownik robót, projektant oraz inni uczestnicy procesu budowlanego. W konkretnych przypadkach ustalenie lub rozgraniczenie zakresu odpowiedzialności może być utrudnione.

Wykroczenia „budowlane”

Z odpowiedzialnością przewidzianą dla sprawców wykroczeń może natomiast liczyć się między innymi osoba, która naruszyła obowiązek utrzymania obiektu budowlanego w należytym stanie technicznym, użytkująca obiekt w sposób niezgodny z przepisami prawa lub niezapewniający bezpieczeństwa użytkowania obiektu budowlanego. Zaniechanie realizacji obowiązków ustawowych przez kierownika budowy (robót), inwestora, właściciela, zarządcę lub użytkownika w razie katastrofy budowlanej również jest zagrożone pod groźbą kary.

Kodeks karny

Bezpośrednią podstawę do pociągnięcia podejrzanego do odpowiedzialności karnej za wystąpienie katastrofy budowlanej zawiera kodeks karny, a dokładnie przepis art. 163 k.k., zgodnie z którym karze pozbawienia wolności od roku do lat 10 podlega ten, kto sprowadza zdarzenie, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, mające postać zawalenia się budowli.

Osoby zaznajomione z prawem administracyjnym od razu wskażą na wąski zakres przedmiotowy zacytowanego przepisu, ograniczający się jedynie do „budowli”, co jest pojęciem węższym niż budynek. Sąd Najwyższy w roku 2001 wydał jednak uchwałę, w której stwierdził, że określenie „budowla”, użyte w art. 163 § 1 pkt 2 k.k., obejmuje swym zakresem także budynek lub jego część.

Postawienie zarzutu w oparciu o wyżej przywołany przepis prawa karnego wymaga realizacji wszystkich opisanych w nim znamion. Niezbędne jest zatem, aby katastrofa budowlana zagrażała życiu lub zdrowiu WIELU osób. Tej przesłance poświęcono wiele miejsca w judykatach sądowych. Przykładowo w ocenie Sądu Najwyższego (postanowienie  z dnia  11 stycznia 2017  r.,  sprawa III KK 196/16) nie ma racjonalnego powodu, dla którego określenie „wiele osób”, którym posługuje się art. 163 § 1 k.k., należy postrzegać „sztywno”, jako większą ilość osób niż „kilka”. Wynika z tego zatem, że „wiele” – w odniesieniu do osób – nie musi oznaczać co najmniej ich 10. (…) Znamię wielości osób, którym posługuje się art. 163 § 1 k.k., jest zatem pojęciem ocennym i winno być postrzegane w kontekście okoliczności konkretnego zdarzenia stanowiącego przedmiot zarzutu.

Jako przykład pozwalający lepiej zrozumieć silnie ocenny charakter przesłanki „wielości” osób służyć może sprawa zawalenia stropu w remontowanym budynku w miejscowości na Dolnym Śląsku, w wyniku czego śmierć poniosła jedna osoba. Sąd w tej sprawie uznał, że ocena czy zawalenie się stropu w remontowanym budynku stanowiło zdarzenie, które zagrażało życiu lub zdrowiu WIELU osób powinna obejmować tylko skutki (wszystkie dające się ustalić) będące w zasięgu działania niszczycielskiej siły spadającego stropu, które mogły zaistnieć rzeczywiście (realnie), a nie skutki hipotetyczne, mogące się zdarzyć tylko teoretycznie. W wyniku apelacji obrońcy oskarżonego, sąd II instancji uchylił wyrok, przekazując sprawę do ponownego rozpoznania, uznając za niewystarczające uzasadnienie wyroku sądu I instancji, w którym ten napisał o jeszcze „dalszych nieustalonych, przypadkowych osobach, które MOGŁY trafić w rejon zagrożenia”. Precyzyjność ustaleń faktycznych w tym zakresie jest zatem rozstrzygająca, ponieważ zawalenie się budowli, o ile w rzeczywistości nie zagrażało życiu wielu osób, a jedynie hipotetycznie takie zagrożenie wywołać mogło, nie stanowi realizacji przestępstwa z art. 163 k.k.

Powyższa analiza wskazuje, że wystąpienie katastrofy budowlanej poskutkować może realizacją przesłanek kilku przepisów prawa, które pozostawać będą w tak zwanym zbiegu. Tematyka zbiegu przestępstw to jednak temat obszerny, który omówię w kolejnym artykule.

UdostępnijShare on LinkedInShare on Facebook

Bezprawna groźba kontrolą RODO

O zgodnych z RODO programach komputerowych, routerach WI-FI, niszczarkach do papieru i nakładkach na ekrany monitorów słyszał już chyba każdy. Niejeden przedsiębiorca przetwarzający dane swoich klientów, kontrahentów i pracowników spotkał się z ofertą kompleksowego audytu lub pakietu oprogramowania wymaganego i certyfikowanego przez unijne organy ochrony danych. Brak oferowanych usług równoznaczny miałby przy tym być z naruszeniem przepisów i niechybnie spotkać się z reakcja organów nadzoru.

Po ponad roku zauważalnego procederu, związanego z powszechnym strachem i plotkami dotyczącymi rewolucji, jaką wprowadza do naszego życia RODO, polski ustawodawca postanowił zahamować tego typu praktyki.

Przy okazji najnowszego dostosowania szeregu krajowych ustaw do przepisów RODO rozszerzył w tym celu definicję groźby bezprawnej. Obecnie – od 4 maja 2019 r. za groźbę bezprawną (art. 115§ § 12 KK) uznaje się:

  • groźbę karalną (dotyczącą popełnienia przestępstwa na szkodę danej osoby lub jej najbliższych),
  • groźbę spowodowania postępowania karnego lub
  • innego postępowania, w którym może zostać nałożona administracyjna kara pieniężna, a także
  • rozgłoszenia wiadomości uwłaczającej czci zagrożonego lub jego osoby najbliższej.

Co ważne, za groźbę w tym rozumieniu nie uznaje się zapowiedzi spowodowania postępowania karnego lub mogącego doprowadzić do nałożenia administracyjnej kary pieniężnej, jeżeli ma to na celu jedynie ochronę prawa naruszonego konkretnym zachowaniem.

Wprowadzona do Kodeksu Karnego nowela dotyczy właśnie gróźb wszczęcia kontroli organów administracji. One również opierają się na zakomunikowaniu innej osobie, że jeżeli nie zachowa się w określony sposób – korzystny z punktu widzenia grożącego, mogą spotkać ją lub jej najbliższych niekorzystne konsekwencje, pogarszające jej sytuację, niż gdyby zachowała się zgodnie z żądaniem. Najlepszym przykładem są tu przypadki szantażu skorzystania z usług rzekomych firm audytorskich lub nabycia oprogramowania w cenach sięgających kilkudziesięciu tysięcy złotych pod groźbą zgłoszenia do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych w przypadku odmowy skorzystania z oferty.

Co prawda rozszerzenie definicji groźby bezprawnej miało miejsce przy okazji wprowadzania nowych przepisów dotyczących ochrony danych osobowych, jednak warto zaznaczyć, że dotyczy ono również gróźb wszczęcia innych postępowań administracyjnych, które mogą zakończyć się nałożeniem mandatu lub grzywny. Niedozwolone jest więc również grożenie wszczęciem kontroli Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, Państwowej Inspekcji Pracy, organów kontroli skarbowej, czy Inspekcji Handlowej.

Nie dotyczy to oczywiście przypadków, w których dochodzi do rzeczywistej sytuacji, jaka powinna spotkać się z reakcją organów kontroli, a która to reakcja ma służyć jedynie ochronie praw konkretnego podmiotu naruszonych niezgodnym z prawem działaniem lub innym zachowaniem.

Przyglądając się nowo wprowadzonym przepisom , można jedynie żywić nadzieję, że przyczynią się do efektywnego zapobiegania i przeciwdziałania przypadkom wykorzystywania dezinformacji oraz  ogólnie panującego strachu przed wysokimi sankcjami organów nadzoru w celu wyłudzenia nierzadko wysokich kwot.

UdostępnijShare on LinkedInShare on Facebook

Pomówił czy nie pomówił..? – czyli kilka słów o tym, czym jest zniesławienie

Temat karania za przestępstwo zniesławienia ostatnio często pojawiał się w mediach, a to za sprawą planowanej nowelizacji przepisu artykułu 212 kodeksu karnego. Ostatecznie, nowelizacja utraciła poparcie Ministerstwa Sprawiedliwości, a jej procedowanie postanowiono odsunąć w czasie. Niemniej te zawirowania stały się wystarczającą przyczyną do ożywienia dyskusji na temat karalności pomówienia, więc tej tematyce poświęcę dzisiejszy artykuł.

Czym jest pomówienie?

Obecnie z przestępstwem pomówienia mamy do czynienia, gdy ktoś ustnie lub pisemnie (przykładowo za pomocą druku, rysunku, przez telefon, w wiadomości mailowej) dopuści się obrazy „czci” innej osoby. Chodzi dokładnie o pomówienie innej osoby, grupy osób, instytucji, osoby prawnej lub jednostki organizacyjnej, niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności. Jest to przestępstwo umyślne, może być popełnione zarówno z zamiarem bezpośrednim, jak i ewentualnym.

Cześć, szacunek oraz godność człowieka są zatem przedmiotem ochrony w omawianym przepisie. Mowa jest tutaj o tak zwanej czci zewnętrznej, w przeciwieństwie do czci wewnętrznej, której obraza stanowi przestępstwo znieważenia (art. 216 k.k.). W dużym uogólnieniu te dwa przestępstwa odróżnia forma działania sprawcy: w przypadku zniesławienia wyrządzoną krzywdę może ocenić osoba niedotknięta zniesławieniem, której została przekazana wypowiedź dotycząca innej osoby, działanie sprawcy mogą dostrzec osoby postronne, natomiast w przypadku znieważenia do sytuacji objętej karaniem dochodzi bezpośrednio pomiędzy ofiarą, a sprawcą. W przypadku zniesławienia sprawca działa zatem publicznie, w przeciwieństwie do znieważenia, w realizacji którego brak jest publiczności działania.

Forma pomówienia

Poza wspomnianą przeze mnie formą ustną lub pisemną zniesławienia, do realizacji tego przestępstwa dojść może również z wykorzystaniem gestu lub mimiki. Zgodnie z często cytowanym dla uzasadnienia tego poglądu wyrokiem Sądu Najwyższego z 20 listopada 1933 r. (sprawa III K 1037/33) pomówienie może być wyrażone w jakikolwiek sposób, zdolny do uzewnętrznienia myśli sprawcy i przelania ich w świadomość innych osób. Do zniesławienia może dojść również za pośrednictwem karykatury, w orzecznictwie ponadto przywołuje się przykład, gdy osoba znacząco oklaskuje mówcę, w chwili, gdy ten podnosi hańbiący zarzut przeciw innej osobie, lub gdy zniesławiający wykonuje ironiczny grymas, gdy ktoś mówi o nieskazitelnej uczciwości innej osoby.

Prawo karne przewiduje również kwalifikowaną postać zniesławienia, do którego dochodzi w razie posłużenia się przez sprawcę środkami masowego komunikowania, takimi jak np. prasa, radio, telewizja, Internet. Wówczas wymiar kary, jaka grozi za takie przestępstwo, jest większy.

Wyjątki od reguły

Co istotne, aby doszło do zniesławienia, treść zniesławiającej wypowiedzi (wyrażonej w dowolny sposób, o czym była mowa już wyżej) musi zostać zrozumiana przez odbiorcę. Innymi słowy osoba zniesławiana musi dostrzec wyrządzoną jej krzywdę. To zagadnienie najłatwiej wyjaśnić na przykładzie osób o znacznym stopniu upośledzenia umysłowego lub małych dzieci. Osoby te, o ile ich umysł nie zinterpretuje właściwie zniesławiającej wypowiedzi, w świetle prawa nie są uważane za ofiary tego przestępstwa.

Gdy zarzut zniesławiający dotyczy osoby zmarłej, również nie stanowi to zniesławienia. Niemniej należy zauważyć, że w takiej sytuacji możliwe jest skonstruowanie roszczenia opartego o przepisy dotyczące ochrony dóbr osobistych oraz jego dochodzenie na drodze postępowania cywilnego.

Sala sądowa jest często takim miejscem, gdzie przeciwnicy procesowi z trudem opanowują emocje. Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 26 maja 2015 r. (sprawa V KK 329/14) rozstrzygnął jednak, że nie stanowi zniesławienia zarzut podniesiony podczas procesu sądowego pod warunkiem, że działanie sprawcy zmierza do obrony własnego interesu w sprawie oraz zarzut postawiony jest we właściwej formie i nie jest ukierunkowany wyłącznie na poniżenie osoby, do której został adresowany.

Tryb ścigania

Ściganie przestępstwa zniesławienia (w typie podstawowym i kwalifikowanym) odbywa się w trybie oskarżenia prywatnego. Oznacza to, że ofiara musi sporządzić osobiście lub z pomocą fachowego pełnomocnika prywatny akt oskarżenia. Bez inicjatywy osoby poszkodowanej organy ścigania nie przeprowadzą postępowania działając z urzędu (jedynym wyjątkiem jest szczególnie ważny interes społeczny, jednak przy tego rodzaju przestępstwie jego zaistnienie wydaje się być wątpliwe).

Nowelizacja…

W tym miejscu warto wskazać, że planowana do niedawna nowelizacja Kodeksu karnego, poszerzać miała karalność przestępstwa zniesławienia o „tworzenie fałszywych dowodów na potwierdzenie nieprawdziwego zarzutu lub nakłanianie innych osób do potwierdzenia okoliczności objętych jego treścią”.

Abstrahując od argumentów dotyczących słuszności objęcia karalnością zachowań osób, które nie dopuściły się bezpośrednio zniesławienia, to zauważyć należy, że największym zagrożeniem wypływającym z nowelizacji była rezygnacja z wymogu sporządzania prywatnego aktu oskarżenia przez ofiarę przestępstwa. W założeniu, nowelizacja miała umożliwić ściganie przestępstwa zniesławienia przez organy ścigania z urzędu, a zatem nawet bez wiedzy i woli osoby zniesławionej.

UdostępnijShare on LinkedInShare on Facebook

Wysoki Sądzie, będę wyjaśniał ! A może jednak nie…

Jakiś czas temu pisałam o sytuacjach, w których świadek może odmówić składania zeznań [klik] oraz wiążących się z tym zakazach dowodowych [klik]. W dzisiejszym artykule opowiem o tym, jak wygląda kwestia wyjaśnień oskarżonego.

Jak to jest z tym oskarżonym?

Po pierwsze, oskarżony ma prawo odmowy składania wyjaśnień. Prawo to przysługuje mu zawsze i nie wymaga żadnego usprawiedliwienia. Jeżeli jednak oskarżony złożył wyjaśnienia w postępowaniu przygotowawczym, a z prawa do odmowy skorzystał dopiero w postępowaniu sądowym, sąd może odczytać w odpowiednim zakresie  protokoły jego wyjaśnień złożonych poprzednio w charakterze podejrzanego w tej lub innej sprawie w postępowaniu przygotowawczym lub przed sądem albo w innym postępowaniu przewidzianym przez ustawę. Wyjątkowo dopuszcza się zatem również możliwość odczytania protokołów przesłuchań, gdy oskarżony występował w pozycji podobnej do oskarżonego w procesie karnym, a więc jako obwiniony w sprawie o wykroczenia lub obwiniony w postępowaniu dyscyplinarnym.

Powyższe dotyczy również sytuacji, gdy oskarżony wyjaśnia odmiennie niż poprzednio albo oświadcza, że pewnych okoliczności nie pamięta. Wtedy Sąd będzie także uprawniony do odczytania w odpowiednim zakresie protokołów wyjaśnień oskarżonego.

Po drugie, w przeciwieństwie do świadka, oskarżony nie jest pouczany o obowiązku mówienia prawdy, mówiąc wprost – oskarżony może kłamać i nie może z tego tytułu być pociągnięty do odpowiedzialności karnej.

Oskarżony jako świadek

Odmienne regulacje odnoszą się do wyjaśnień oskarżonego, który na etapie postępowania przygotowawczego lub w innym postępowaniu sądowym był przesłuchiwany jako świadek. W tym zakresie obowiązuje bezwzględny zakaz odczytywania takich protokołów. Nie wolno również odtwarzać ich w żaden inny sposób – chodzi tutaj np. o przesłuchanie osoby, która takie przesłuchanie prowadziła, nie jest zatem dopuszczalne przesłuchanie policjanta na okoliczność tego, co oskarżony mówił w czasie przesłuchania.

Co istotne, odczytanie na rozprawie protokołu zeznań, jakie oskarżony złożył w postępowaniu przygotowawczym w danej sprawie w charakterze świadka, nie jest dopuszczalne nawet wtedy, gdy oskarżony o to wnosi, ponieważ uwzględnieniu takiego wniosku stoi na przeszkodzie wyżej omówiony zakaz.

Odczytane i co dalej?

Po odczytaniu protokołu przewodniczący powinien zwrócić się do oskarżonego o wypowiedzenie się co do jego treści i o wyjaśnienie zachodzących sprzeczności. Obowiązkiem sądu jest zatem po odczytaniu świadkowi jego uprzednich wyjaśnień, zwrócenie się do niego, by ten odniósł się do ich treści, a w szczególności aby oświadczył, czy je potwierdza, czy też nie, którego to wymogu – jak podkreśla się w orzecznictwie – nie spełnia jedynie stwierdzenie, iż składał on wyjaśnienia tej treści.

Musicie pamiętać, że co do odczytanych fragmentów oskarżony również wypowiadać się nie musi. Jak wskazałam powyżej – zawsze może odmówić. Odmowa może dotyczyć również potwierdzenia odczytanych zeznań. Na sakramentalne pytanie „czy tak Pan zeznawał?” oskarżony może odpowiedzieć „korzystam z prawa do odmowy”.

Odmienne wyjaśnienia

Dość często zdarzają się sytuacje, kiedy po zatrzymaniu – z reguły bladym świtem, jeszcze w piżamie – w trakcie pierwszego przesłuchania podejrzany, często licząc na to, że szybko wróci do domu przyznaje się do winy. Co w takiej sytuacji? Czy może się z tego wycofać?

Odpowiedź na powyższe brzmi – TAK! Na każdym etapie postępowania oskarżony może zmienić swoje stanowisko, wycofać się z wcześniej wypowiedzianych słów. Oczywiście, to w jaki sposób zostanie to ocenione zależy tylko i wyłącznie od sądu orzekającego, który będzie musiał porównać treść zeznań z pozostałym zebranym w sprawie materiałem dowodowym.

Gdy współoskarżony zmarł

Procedura karna dopuszcza również odczytywanie na rozprawie wyjaśnień współoskarżonego, który zmarł. Przepisy prawa stworzyły taką możliwość w roku 2013, niemniej już wcześniej poglądy sądów były zgodne, iż takie działanie jest w pełni prawnie dopuszczalne.

Kiedy jeszcze?

Wolno ponadto odczytywać na rozprawie głównej protokoły przesłuchania oskarżonych, sporządzone w postępowaniu przygotowawczym lub przed sądem albo w innym postępowaniu, gdy bezpośrednie przeprowadzenie dowodu nie jest niezbędne, a żadna z obecnych stron temu się nie sprzeciwia. Bezpośrednie przeprowadzenie dowodu nie jest zatem niezbędne, jednak tylko wtedy, gdy dowód ten nie ma zasadniczego znaczenia dla sprawy, nie pozostaje w istotnej sprzeczności z innymi dowodami i nie jest wewnętrznie sprzeczny. Jeżeli któraś z powyższych sytuacji wystąpi – sąd nie powinien poprzestać na odczytania protokołu.

UdostępnijShare on LinkedInShare on Facebook

Dla kogo prawo do dnia wolnego od pracy w Wielki Piątek?

Inicjatywa zmiany przepisów wprowadzających dodatkowe dni ustawowo wolne od pracy pojawia się regularnie. Niezależnie od powszechnie obowiązujących przepisów, każdy pracodawca ma możliwość samodzielnego zwolnienia swoich pracowników od obowiązku wykonywania pracy z prawem do zachowania wynagrodzenia również w wyznaczonym prze siebie dniu roboczym.

Zagadnienie to powraca rokrocznie przy okazji takich dni jak Wigilia Bożego Narodzenia, Sylwester, długi weekend majowy, czy Wielki Piątek. Znaczna część tych wydarzeń ma związek ze świętami o charakterze religijnym. To zaś rodzi pytanie – czy przy takiej okazji udzielać wolnego wszystkim pracownikom firmy, czy tylko tym obchodzącym dane święto? W końcu, czy pracodawca ma w ogóle prawo żądania od pracownika informacji na temat jego przynależności religijnej i różnicowania sytuacji podwładnych ze względu na nią?

Nad tym zagadnieniem pochylił się Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Rozpatrywana przez niego sprawa dotyczyła austriackich przepisów prawa pracy, przewidujących, że dodatkowym odpłatnym dniem wolnym dla członków Kościołów ewangelickich wyznania augsburskiego i helweckiego, Kościoła starokatolickiego i Kościoła ewangelicko‑metodystycznego jest także Wielki Piątek.

Wyrok TSUE z 22 stycznia 2019 r. (sygn.: C-193/17) wydany został na skutek wątpliwości sądu austriackiego, czy takie odmienne traktowanie pracowników różnych wyznań można uznać jako uzasadniony w świetle prawa unijnego pozytywny i szczególny środek w celu wyeliminowania niedogodności w wykonywaniu praktyk religijnych w tym dniu.

Dzień wolny tylko dla niektórych grup stanowi dyskryminację

W ocenie TSUE  krajowe przepisy, przewidujące, że Wielki Piątek jest dniem wolnym od pracy tylko dla pracowników – członków niektórych Kościołów i jedynie ci pracownicy mają prawo – jeżeli są zobowiązani pracować w ten dzień – do dodatku za dzień wolny od pracy, stanowią bezpośrednią dyskryminację ze względu na religię.

Co ważne Trybunał uznał, że sytuacja pracownika będącego członkiem któregoś z ww. Kościołów jest taka sama jak innych pracowników pragnących dnia odpoczynku lub rekreacji w Wielki Piątek, dla których ten dzień nie jest dniem wolny od pracy. Wynika to z faktu, że udzielenie wolnego w Wielki Piątek nie jest uzależnione od wywiązania się przez pracownika z określonego obowiązku religijnego w tym dniu. Istotna jest tylko jego formalna przynależność do któregoś z Kościołów, choćby nawet nie odczuwał obowiązku lub potrzeby obchodzenia tego święta. Osoba ta może więc swobodnie dysponować, zgodnie ze swoim własnym uznaniem, okresem wolnym od pracy, np. poprzez odpoczynek i rekreację.

W ocenie Trybunału Sprawiedliwości rozwiązania obowiązującego w Austrii nie można uznać za konieczne do ochrony wolności religii. Z tego powodu – o ile przepisy krajowe nie są dostosowane do wymogów unijnych – pracodawca, który nie chce narazić się na zarzut dyskryminacji w zatrudnieniu, powinien zapewnić pracownikom nienależącym do żadnego z uprzywilejowanych Kościołów identyczne traktowanie z pracownikami – członkami któregoś z tych Kościołów.

Dni wolne w Polsce

Jak przytoczony wyrok wpływa na naszą krajową rzeczywistość? Zgodnie z obowiązującymi przepisami Wielki Piątek uznawany jest w Polsce za zwykły dzień roboczy. Nie uzależniają one również przyznania jakiegokolwiek dnia wolnego od deklaracji przynależności do określonej grupy społecznej, w tym wyznaniowej. Zrównują w tym zakresie wszystkich pracowników. Jednak jeśli pracodawca sam zdecyduje się na udzielenie dodatkowego dnia wolnego swoim pracownikom, nie powinien on różnicować tego uprawnienia z uwagi na ich cechy niezwiązane z wykonywaną pracą, jaką jest m.in. wyznanie.

Decydując się więc na przyznanie, chociażby z okazji Wielkiego Piątku lub weekendu majowego dodatkowego dnia wolnego od pracy, konieczne jest, by udogodnienie to dotyczyło wszystkich pracowników, których sytuacja jest w zakładzie pracy jest porównywalna. Inne działanie pociąga za sobą realne ryzyko zarzutu dyskryminacji poszczególnych pracowników ze względu na niedozwolone kryterium jakim jest w szczególności religia lub  wyznanie, a co za tym idzie

UdostępnijShare on LinkedInShare on Facebook

Whistleblowing – o sygnalistach w firmie słów kilka

Nowe – nieznane dotąd pojęcie „sygnalisty” rozpowszechniły szeroko komentowane prace nad ustawą o jawności życia publicznego. Owym sygnalistą ma być osoba zgłaszająca lub ujawniająca nieprawidłowości w miejscu pracy, które mogą godzić w interes publiczny. Podlegać miałaby ona prawnej ochronie przed nadużyciami ze strony współpracowników, biorąc pod uwagę jej współpracę w wykrywaniu niepożądanych zjawisk.

Co ciekawe, pomimo tego, że dotychczas krajowe przepisy nie przewidywały instytucji takiego „demaskatora”, zjawisko to – zwane z angielskiego jako „whistleblowing” znane i uregulowane jest już na świecie. Co więcej, również w Polsce można spotkać się z jego faktycznym stosowaniem.

Przykładowo w Stanach Zjednoczonych  pracownicy spółek notowanych na giełdzie, którzy biorą udział w śledztwie w sprawie oszustw w tych firmach mają zapewnioną prawną ochronę przed próbą szykan lub gróźb ze strony zadenuncjowanych współpracowników. Przepisy przewidują dla nich również zachęty o finansowym charakterze.

Czemu służy whistleblowing?

Głównym celem whistleblowing’u jest więc zgłaszanie osobom odpowiedzialnym za kwestie etyczne i dyscyplinarne w firmie przypadków naruszenia prawa, nieuczciwości, nierzetelności, bądź złamania zasad etycznych przez innych członków personelu. Ma on służyć jako narzędzie etycznego sygnalizowania nieprawidłowości – zwłaszcza na szczeblu zarządzającym – pod kontrolą pracodawcy i przy udziale pracownika działającego w dobrej wierze. Zapewniać ma to przede wszystkim skuteczną walkę z korupcją oraz nadużyciami w sektorze państwowym i prywatnym.

Praktyka pokazuje, że w roli whistleblower’a występować może zarówno jeden z pracowników wykonujących w firmie również inne zadania, jak i osoba specjalnie dedykowana na to stanowisko, a także działająca niejako z zewnątrz, w tym były pracownik.

Pozycja whistleblower’a jako osoby zatrudnionej w firmie jest dość skomplikowana. Istnieje bowiem duże ryzyko narażenia go na ostracyzm, groźby lub działania mobbingowe ze strony innych pracowników, a w skrajnych przypadkach również na utratę pracy. Kluczowym więc jest – spoglądając na zagraniczne regulacje – odpowiednie zabezpieczenie pozycji pracownika „demaskatora” w tym również w wypadek materialnego lub osobistego uszczerbku wynikającego z podjętej współpracy. Tym większe ryzyko dla skuteczności instytucji whistleblowing’u rodzi brak regulacji zapewniającej zgłaszającemu odpowiednią ochronę prawną.

Jaka ochrona krajowego sygnalisty?

Projektowana ww. ustawa definiuje sygnalistę w sposób dość złożony. Ma być nim osoba fizyczna lub przedsiębiorca, który zgłasza organom wymiaru sprawiedliwości możliwość popełnienia przestępstwa przez podmiot, z którym jest związany umową o pracę, stosunkiem służbowym lub innym umownym. O nadaniu statusu sygnalisty miałby decydować prokurator, jeśli uzna, że podjęta przez sygnalistę może niekorzystnie wpłynąć na jego sytuację życiową, zawodową lub materialną.

Jeśli chodzi o ochronę interesów sygnalisty, opracowywane przepisy przewidują zakaz rozwiązania umowy o pracę lub stosunku służbowego, bądź też zmiany warunków zatrudnienia na mniej korzystne, zwłaszcza poprzez zmianę miejsca lub czasu pracy albo warunków wynagradzania sygnalisty bez uprzedniej zgody prokuratora. Naruszenie tego zakazu wiązać miałoby się przede wszystkim z odpowiedzialnością odszkodowawczą względem polskiego whistleblower’a.

Denuncjacja w dobrej wierze

Sukces whistleblowing’u jako efektywnego sposobu wewnętrznej walki z nadużyciami w firmie wymaga z pewnością szeroko zakrojonych działań ze strony ustawodawcy. Szczególnie oczekiwana jest przede wszystkim odpowiednia ochrona przed zwolnieniem bądź zjawiskami dyskryminacji w firmie, a także anonimowość i poufność danych identyfikujących zgłaszającego.

Nie mniej istotne jest zapewne również odpowiednie podejście do tej instytucji, pozbawione negatywnego nastawienia do wewnętrznego „sygnalisty” pojawiającego się w firmie. Istota tego rodzaju działalności ma polegać  bowiem na tym, że sygnalista działa w dobrej wierze, a więc w oparciu o obiektywną motywację, a nie z osobistych względów, chcąc zaszkodzić innym osobom w firmie.

W krajach zachodnich zjawisko whistleblowing’u postrzegane jest już jako jeden z elementów kultury organizacyjnej opartej na uczciwości, otwartości i zaufaniu. Jak pokazuje doświadczenie, również brak specjalnej regulacji w polskich przepisach nie wyklucza tego rodzaju działań w strukturze działających u nas firm. Istotne jest, by wdrażanie narzędzia, jakim jest whistleblowing dostosowane było do specyfiki i warunków panujących w danej firmie oraz uwzględniało ochronę sygnalistów i budowało zaufanie do tego typu systemu zgłaszania nieprawidłowości.

Samodzielne działania pracodawców w tym zakresie zdają się być o tyle istotne, gdyż pomimo dużego rozgłosu, z jakim spotkały się plany wprowadzenia przepisów o jawności życia publicznego, na chwilę obecną pozostają one już od kilkunastu miesięcy w fazie projektowej. Ponadto, próby unormowania w nich ochrony prawnej sygnalistów ocenia się jako wysoce niedoprecyzowane i nie zachęcające do informowania o nieprawidłowościach i zagrożeniach dla interesu publicznego.

Niemniej mając również na uwadze coraz szerszej zakrojone działania organów unijnych na tym polu, proces sygnalizowania nieprawidłowości prędzej czy później z dużą dozą prawdopodobieństwa stanie się istotnym obowiązkiem większości funkcjonujących na rynku przedsiębiorców.

UdostępnijShare on LinkedInShare on Facebook

O „odmowie zeznań” ciąg dalszy…

W poprzednim artykule pisałam o tym, kto może odmówić składania zeznań lub odpowiedzi na pytania organów ścigania i sądu. Dzisiaj postaram się omówić to zagadnienie od „strony technicznej” – czy jest jakiś termin, do którego można z tego prawa skorzystać? Jakie są konsekwencje spóźnionej decyzji?

Przepisy dopuszczają możliwość złożenie przez osobę uprawnioną do odmowy składania zeznań lub mogącą złożyć wniosek o zwolnienie od składania zeznań, nie później niż przed rozpoczęciem pierwszego przesłuchania w postępowaniu sądowym – sąd musi o tym uprawnieniu pouczyć świadka, także bez obaw nie musicie sami o tym pamiętać. Jeśli świadek nie zdecyduje się na skorzystanie z przysługującego prawa, w dalszym toku postępowania, ciąży na nim obowiązek zeznawania ze wszystkimi tego konsekwencjami, pod rygorem odpowiedzialności karnej.

A co z zeznaniami złożonymi już wcześniej?

Bardzo często zdarza się, że na etapie postępowania przygotowawczego, osoby, które mogłyby odmówić składania zeznań – czy to pod wpływem stresu, czy to licząc na to, że pomogą podejrzanemu decydują się zeznawać. Niestety, później okazuje się, że lepiej było milczeć, co wtedy?

Jak wskazałam powyżej świadek może skorzystać z przysługującego mu uprawnienia do czasu pierwszego przesłuchania przed sądem. Oznacza to, że nawet faktyczne złożenie zeznań w postępowaniu przygotowawczym, podczas przesłuchania prowadzonego przez prokuratora lub policję, nie stoi na przeszkodzie możliwości podjęcia ostatecznej decyzji o odmowie składania zeznań. Co istotne, taka odmowa będzie obejmować również zeznania już złożone – nie będą one mogły bowiem służyć za dowód ani być odtworzone. Sąd nie będzie mógł zatem posłużyć się jako dowodem w sprawie protokołem z przesłuchania świadka lub przesłuchiwać funkcjonariusza, który uczestniczył w odbieraniu zeznań od świadka.

A co z zeznaniami złożonymi na potrzeby innego postępowania?

Omawiany zakaz wykorzystywania dowodu z zeznań świadka, który skorzystał na etapie późniejszym z prawa do odmowy składania zeznań oznacza również, że złożone uprzednio zeznanie nie może zostać wykorzystane również w ramach innego postępowania – przykładowo podatkowego, które często pozostaje w związku z postępowaniem karnoskarbowym. 

Podobnie przedstawia się sytuacja w związku z przenikaniem dowodów z innego postępowania do postępowania karnego. Jeżeli świadek skorzystał z prawa do odmowy zeznań, to nie jest dopuszczalne powoływanie się przez organy procesowe na zeznania złożone w postępowaniu cywilnym, np. w sprawie rozwodowej, w sytuacji gdy świadek skorzystał z odmowy zeznań w procesie karnym.

A co z innymi czynnościami procesowymi?

Istotne zagadnienie dotyczy również protokołów z czynności oględzin i badań niepołączonych z zabiegiem chirurgicznym lub obserwacją w zakładzie leczniczym świadka. Co do zasady bowiem do tego rodzaju czynności wymagana jest jego zgoda. Przyjmuje się jednak, że protokoły z czynności mogą zostać wykorzystane w dalszym postępowaniu, także wówczas, gdy świadek  po przeprowadzeniu oględzin lub badań skorzystał z prawa do odmowy składania zeznań. W takiej sytuacji w dalszym etapie postępowania możliwe będzie poddawanie świadka badaniom, ale jedynie za jego wyraźną zgodą.

Inaczej wygląda sprawa wyjaśnień oskarżonego czy pokrzywdzonego, ale to już jest temat na odrębny wpis.

UdostępnijShare on LinkedInShare on Facebook