Bezprawna groźba kontrolą RODO

O zgodnych z RODO programach komputerowych, routerach WI-FI, niszczarkach do papieru i nakładkach na ekrany monitorów słyszał już chyba każdy. Niejeden przedsiębiorca przetwarzający dane swoich klientów, kontrahentów i pracowników spotkał się z ofertą kompleksowego audytu lub pakietu oprogramowania wymaganego i certyfikowanego przez unijne organy ochrony danych. Brak oferowanych usług równoznaczny miałby przy tym być z naruszeniem przepisów i niechybnie spotkać się z reakcja organów nadzoru.

Po ponad roku zauważalnego procederu, związanego z powszechnym strachem i plotkami dotyczącymi rewolucji, jaką wprowadza do naszego życia RODO, polski ustawodawca postanowił zahamować tego typu praktyki.

Przy okazji najnowszego dostosowania szeregu krajowych ustaw do przepisów RODO rozszerzył w tym celu definicję groźby bezprawnej. Obecnie – od 4 maja 2019 r. za groźbę bezprawną (art. 115§ § 12 KK) uznaje się:

  • groźbę karalną (dotyczącą popełnienia przestępstwa na szkodę danej osoby lub jej najbliższych),
  • groźbę spowodowania postępowania karnego lub
  • innego postępowania, w którym może zostać nałożona administracyjna kara pieniężna, a także
  • rozgłoszenia wiadomości uwłaczającej czci zagrożonego lub jego osoby najbliższej.

Co ważne, za groźbę w tym rozumieniu nie uznaje się zapowiedzi spowodowania postępowania karnego lub mogącego doprowadzić do nałożenia administracyjnej kary pieniężnej, jeżeli ma to na celu jedynie ochronę prawa naruszonego konkretnym zachowaniem.

Wprowadzona do Kodeksu Karnego nowela dotyczy właśnie gróźb wszczęcia kontroli organów administracji. One również opierają się na zakomunikowaniu innej osobie, że jeżeli nie zachowa się w określony sposób – korzystny z punktu widzenia grożącego, mogą spotkać ją lub jej najbliższych niekorzystne konsekwencje, pogarszające jej sytuację, niż gdyby zachowała się zgodnie z żądaniem. Najlepszym przykładem są tu przypadki szantażu skorzystania z usług rzekomych firm audytorskich lub nabycia oprogramowania w cenach sięgających kilkudziesięciu tysięcy złotych pod groźbą zgłoszenia do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych w przypadku odmowy skorzystania z oferty.

Co prawda rozszerzenie definicji groźby bezprawnej miało miejsce przy okazji wprowadzania nowych przepisów dotyczących ochrony danych osobowych, jednak warto zaznaczyć, że dotyczy ono również gróźb wszczęcia innych postępowań administracyjnych, które mogą zakończyć się nałożeniem mandatu lub grzywny. Niedozwolone jest więc również grożenie wszczęciem kontroli Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, Państwowej Inspekcji Pracy, organów kontroli skarbowej, czy Inspekcji Handlowej.

Nie dotyczy to oczywiście przypadków, w których dochodzi do rzeczywistej sytuacji, jaka powinna spotkać się z reakcją organów kontroli, a która to reakcja ma służyć jedynie ochronie praw konkretnego podmiotu naruszonych niezgodnym z prawem działaniem lub innym zachowaniem.

Przyglądając się nowo wprowadzonym przepisom , można jedynie żywić nadzieję, że przyczynią się do efektywnego zapobiegania i przeciwdziałania przypadkom wykorzystywania dezinformacji oraz  ogólnie panującego strachu przed wysokimi sankcjami organów nadzoru w celu wyłudzenia nierzadko wysokich kwot.

UdostępnijShare on LinkedInShare on Facebook

Pomówił czy nie pomówił..? – czyli kilka słów o tym, czym jest zniesławienie

Temat karania za przestępstwo zniesławienia ostatnio często pojawiał się w mediach, a to za sprawą planowanej nowelizacji przepisu artykułu 212 kodeksu karnego. Ostatecznie, nowelizacja utraciła poparcie Ministerstwa Sprawiedliwości, a jej procedowanie postanowiono odsunąć w czasie. Niemniej te zawirowania stały się wystarczającą przyczyną do ożywienia dyskusji na temat karalności pomówienia, więc tej tematyce poświęcę dzisiejszy artykuł.

Czym jest pomówienie?

Obecnie z przestępstwem pomówienia mamy do czynienia, gdy ktoś ustnie lub pisemnie (przykładowo za pomocą druku, rysunku, przez telefon, w wiadomości mailowej) dopuści się obrazy „czci” innej osoby. Chodzi dokładnie o pomówienie innej osoby, grupy osób, instytucji, osoby prawnej lub jednostki organizacyjnej, niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności. Jest to przestępstwo umyślne, może być popełnione zarówno z zamiarem bezpośrednim, jak i ewentualnym.

Cześć, szacunek oraz godność człowieka są zatem przedmiotem ochrony w omawianym przepisie. Mowa jest tutaj o tak zwanej czci zewnętrznej, w przeciwieństwie do czci wewnętrznej, której obraza stanowi przestępstwo znieważenia (art. 216 k.k.). W dużym uogólnieniu te dwa przestępstwa odróżnia forma działania sprawcy: w przypadku zniesławienia wyrządzoną krzywdę może ocenić osoba niedotknięta zniesławieniem, której została przekazana wypowiedź dotycząca innej osoby, działanie sprawcy mogą dostrzec osoby postronne, natomiast w przypadku znieważenia do sytuacji objętej karaniem dochodzi bezpośrednio pomiędzy ofiarą, a sprawcą. W przypadku zniesławienia sprawca działa zatem publicznie, w przeciwieństwie do znieważenia, w realizacji którego brak jest publiczności działania.

Forma pomówienia

Poza wspomnianą przeze mnie formą ustną lub pisemną zniesławienia, do realizacji tego przestępstwa dojść może również z wykorzystaniem gestu lub mimiki. Zgodnie z często cytowanym dla uzasadnienia tego poglądu wyrokiem Sądu Najwyższego z 20 listopada 1933 r. (sprawa III K 1037/33) pomówienie może być wyrażone w jakikolwiek sposób, zdolny do uzewnętrznienia myśli sprawcy i przelania ich w świadomość innych osób. Do zniesławienia może dojść również za pośrednictwem karykatury, w orzecznictwie ponadto przywołuje się przykład, gdy osoba znacząco oklaskuje mówcę, w chwili, gdy ten podnosi hańbiący zarzut przeciw innej osobie, lub gdy zniesławiający wykonuje ironiczny grymas, gdy ktoś mówi o nieskazitelnej uczciwości innej osoby.

Prawo karne przewiduje również kwalifikowaną postać zniesławienia, do którego dochodzi w razie posłużenia się przez sprawcę środkami masowego komunikowania, takimi jak np. prasa, radio, telewizja, Internet. Wówczas wymiar kary, jaka grozi za takie przestępstwo, jest większy.

Wyjątki od reguły

Co istotne, aby doszło do zniesławienia, treść zniesławiającej wypowiedzi (wyrażonej w dowolny sposób, o czym była mowa już wyżej) musi zostać zrozumiana przez odbiorcę. Innymi słowy osoba zniesławiana musi dostrzec wyrządzoną jej krzywdę. To zagadnienie najłatwiej wyjaśnić na przykładzie osób o znacznym stopniu upośledzenia umysłowego lub małych dzieci. Osoby te, o ile ich umysł nie zinterpretuje właściwie zniesławiającej wypowiedzi, w świetle prawa nie są uważane za ofiary tego przestępstwa.

Gdy zarzut zniesławiający dotyczy osoby zmarłej, również nie stanowi to zniesławienia. Niemniej należy zauważyć, że w takiej sytuacji możliwe jest skonstruowanie roszczenia opartego o przepisy dotyczące ochrony dóbr osobistych oraz jego dochodzenie na drodze postępowania cywilnego.

Sala sądowa jest często takim miejscem, gdzie przeciwnicy procesowi z trudem opanowują emocje. Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 26 maja 2015 r. (sprawa V KK 329/14) rozstrzygnął jednak, że nie stanowi zniesławienia zarzut podniesiony podczas procesu sądowego pod warunkiem, że działanie sprawcy zmierza do obrony własnego interesu w sprawie oraz zarzut postawiony jest we właściwej formie i nie jest ukierunkowany wyłącznie na poniżenie osoby, do której został adresowany.

Tryb ścigania

Ściganie przestępstwa zniesławienia (w typie podstawowym i kwalifikowanym) odbywa się w trybie oskarżenia prywatnego. Oznacza to, że ofiara musi sporządzić osobiście lub z pomocą fachowego pełnomocnika prywatny akt oskarżenia. Bez inicjatywy osoby poszkodowanej organy ścigania nie przeprowadzą postępowania działając z urzędu (jedynym wyjątkiem jest szczególnie ważny interes społeczny, jednak przy tego rodzaju przestępstwie jego zaistnienie wydaje się być wątpliwe).

Nowelizacja…

W tym miejscu warto wskazać, że planowana do niedawna nowelizacja Kodeksu karnego, poszerzać miała karalność przestępstwa zniesławienia o „tworzenie fałszywych dowodów na potwierdzenie nieprawdziwego zarzutu lub nakłanianie innych osób do potwierdzenia okoliczności objętych jego treścią”.

Abstrahując od argumentów dotyczących słuszności objęcia karalnością zachowań osób, które nie dopuściły się bezpośrednio zniesławienia, to zauważyć należy, że największym zagrożeniem wypływającym z nowelizacji była rezygnacja z wymogu sporządzania prywatnego aktu oskarżenia przez ofiarę przestępstwa. W założeniu, nowelizacja miała umożliwić ściganie przestępstwa zniesławienia przez organy ścigania z urzędu, a zatem nawet bez wiedzy i woli osoby zniesławionej.

UdostępnijShare on LinkedInShare on Facebook

Wysoki Sądzie, będę wyjaśniał ! A może jednak nie…

Jakiś czas temu pisałam o sytuacjach, w których świadek może odmówić składania zeznań [klik] oraz wiążących się z tym zakazach dowodowych [klik]. W dzisiejszym artykule opowiem o tym, jak wygląda kwestia wyjaśnień oskarżonego.

Jak to jest z tym oskarżonym?

Po pierwsze, oskarżony ma prawo odmowy składania wyjaśnień. Prawo to przysługuje mu zawsze i nie wymaga żadnego usprawiedliwienia. Jeżeli jednak oskarżony złożył wyjaśnienia w postępowaniu przygotowawczym, a z prawa do odmowy skorzystał dopiero w postępowaniu sądowym, sąd może odczytać w odpowiednim zakresie  protokoły jego wyjaśnień złożonych poprzednio w charakterze podejrzanego w tej lub innej sprawie w postępowaniu przygotowawczym lub przed sądem albo w innym postępowaniu przewidzianym przez ustawę. Wyjątkowo dopuszcza się zatem również możliwość odczytania protokołów przesłuchań, gdy oskarżony występował w pozycji podobnej do oskarżonego w procesie karnym, a więc jako obwiniony w sprawie o wykroczenia lub obwiniony w postępowaniu dyscyplinarnym.

Powyższe dotyczy również sytuacji, gdy oskarżony wyjaśnia odmiennie niż poprzednio albo oświadcza, że pewnych okoliczności nie pamięta. Wtedy Sąd będzie także uprawniony do odczytania w odpowiednim zakresie protokołów wyjaśnień oskarżonego.

Po drugie, w przeciwieństwie do świadka, oskarżony nie jest pouczany o obowiązku mówienia prawdy, mówiąc wprost – oskarżony może kłamać i nie może z tego tytułu być pociągnięty do odpowiedzialności karnej.

Oskarżony jako świadek

Odmienne regulacje odnoszą się do wyjaśnień oskarżonego, który na etapie postępowania przygotowawczego lub w innym postępowaniu sądowym był przesłuchiwany jako świadek. W tym zakresie obowiązuje bezwzględny zakaz odczytywania takich protokołów. Nie wolno również odtwarzać ich w żaden inny sposób – chodzi tutaj np. o przesłuchanie osoby, która takie przesłuchanie prowadziła, nie jest zatem dopuszczalne przesłuchanie policjanta na okoliczność tego, co oskarżony mówił w czasie przesłuchania.

Co istotne, odczytanie na rozprawie protokołu zeznań, jakie oskarżony złożył w postępowaniu przygotowawczym w danej sprawie w charakterze świadka, nie jest dopuszczalne nawet wtedy, gdy oskarżony o to wnosi, ponieważ uwzględnieniu takiego wniosku stoi na przeszkodzie wyżej omówiony zakaz.

Odczytane i co dalej?

Po odczytaniu protokołu przewodniczący powinien zwrócić się do oskarżonego o wypowiedzenie się co do jego treści i o wyjaśnienie zachodzących sprzeczności. Obowiązkiem sądu jest zatem po odczytaniu świadkowi jego uprzednich wyjaśnień, zwrócenie się do niego, by ten odniósł się do ich treści, a w szczególności aby oświadczył, czy je potwierdza, czy też nie, którego to wymogu – jak podkreśla się w orzecznictwie – nie spełnia jedynie stwierdzenie, iż składał on wyjaśnienia tej treści.

Musicie pamiętać, że co do odczytanych fragmentów oskarżony również wypowiadać się nie musi. Jak wskazałam powyżej – zawsze może odmówić. Odmowa może dotyczyć również potwierdzenia odczytanych zeznań. Na sakramentalne pytanie „czy tak Pan zeznawał?” oskarżony może odpowiedzieć „korzystam z prawa do odmowy”.

Odmienne wyjaśnienia

Dość często zdarzają się sytuacje, kiedy po zatrzymaniu – z reguły bladym świtem, jeszcze w piżamie – w trakcie pierwszego przesłuchania podejrzany, często licząc na to, że szybko wróci do domu przyznaje się do winy. Co w takiej sytuacji? Czy może się z tego wycofać?

Odpowiedź na powyższe brzmi – TAK! Na każdym etapie postępowania oskarżony może zmienić swoje stanowisko, wycofać się z wcześniej wypowiedzianych słów. Oczywiście, to w jaki sposób zostanie to ocenione zależy tylko i wyłącznie od sądu orzekającego, który będzie musiał porównać treść zeznań z pozostałym zebranym w sprawie materiałem dowodowym.

Gdy współoskarżony zmarł

Procedura karna dopuszcza również odczytywanie na rozprawie wyjaśnień współoskarżonego, który zmarł. Przepisy prawa stworzyły taką możliwość w roku 2013, niemniej już wcześniej poglądy sądów były zgodne, iż takie działanie jest w pełni prawnie dopuszczalne.

Kiedy jeszcze?

Wolno ponadto odczytywać na rozprawie głównej protokoły przesłuchania oskarżonych, sporządzone w postępowaniu przygotowawczym lub przed sądem albo w innym postępowaniu, gdy bezpośrednie przeprowadzenie dowodu nie jest niezbędne, a żadna z obecnych stron temu się nie sprzeciwia. Bezpośrednie przeprowadzenie dowodu nie jest zatem niezbędne, jednak tylko wtedy, gdy dowód ten nie ma zasadniczego znaczenia dla sprawy, nie pozostaje w istotnej sprzeczności z innymi dowodami i nie jest wewnętrznie sprzeczny. Jeżeli któraś z powyższych sytuacji wystąpi – sąd nie powinien poprzestać na odczytania protokołu.

UdostępnijShare on LinkedInShare on Facebook

Dla kogo prawo do dnia wolnego od pracy w Wielki Piątek?

Inicjatywa zmiany przepisów wprowadzających dodatkowe dni ustawowo wolne od pracy pojawia się regularnie. Niezależnie od powszechnie obowiązujących przepisów, każdy pracodawca ma możliwość samodzielnego zwolnienia swoich pracowników od obowiązku wykonywania pracy z prawem do zachowania wynagrodzenia również w wyznaczonym prze siebie dniu roboczym.

Zagadnienie to powraca rokrocznie przy okazji takich dni jak Wigilia Bożego Narodzenia, Sylwester, długi weekend majowy, czy Wielki Piątek. Znaczna część tych wydarzeń ma związek ze świętami o charakterze religijnym. To zaś rodzi pytanie – czy przy takiej okazji udzielać wolnego wszystkim pracownikom firmy, czy tylko tym obchodzącym dane święto? W końcu, czy pracodawca ma w ogóle prawo żądania od pracownika informacji na temat jego przynależności religijnej i różnicowania sytuacji podwładnych ze względu na nią?

Nad tym zagadnieniem pochylił się Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Rozpatrywana przez niego sprawa dotyczyła austriackich przepisów prawa pracy, przewidujących, że dodatkowym odpłatnym dniem wolnym dla członków Kościołów ewangelickich wyznania augsburskiego i helweckiego, Kościoła starokatolickiego i Kościoła ewangelicko‑metodystycznego jest także Wielki Piątek.

Wyrok TSUE z 22 stycznia 2019 r. (sygn.: C-193/17) wydany został na skutek wątpliwości sądu austriackiego, czy takie odmienne traktowanie pracowników różnych wyznań można uznać jako uzasadniony w świetle prawa unijnego pozytywny i szczególny środek w celu wyeliminowania niedogodności w wykonywaniu praktyk religijnych w tym dniu.

Dzień wolny tylko dla niektórych grup stanowi dyskryminację

W ocenie TSUE  krajowe przepisy, przewidujące, że Wielki Piątek jest dniem wolnym od pracy tylko dla pracowników – członków niektórych Kościołów i jedynie ci pracownicy mają prawo – jeżeli są zobowiązani pracować w ten dzień – do dodatku za dzień wolny od pracy, stanowią bezpośrednią dyskryminację ze względu na religię.

Co ważne Trybunał uznał, że sytuacja pracownika będącego członkiem któregoś z ww. Kościołów jest taka sama jak innych pracowników pragnących dnia odpoczynku lub rekreacji w Wielki Piątek, dla których ten dzień nie jest dniem wolny od pracy. Wynika to z faktu, że udzielenie wolnego w Wielki Piątek nie jest uzależnione od wywiązania się przez pracownika z określonego obowiązku religijnego w tym dniu. Istotna jest tylko jego formalna przynależność do któregoś z Kościołów, choćby nawet nie odczuwał obowiązku lub potrzeby obchodzenia tego święta. Osoba ta może więc swobodnie dysponować, zgodnie ze swoim własnym uznaniem, okresem wolnym od pracy, np. poprzez odpoczynek i rekreację.

W ocenie Trybunału Sprawiedliwości rozwiązania obowiązującego w Austrii nie można uznać za konieczne do ochrony wolności religii. Z tego powodu – o ile przepisy krajowe nie są dostosowane do wymogów unijnych – pracodawca, który nie chce narazić się na zarzut dyskryminacji w zatrudnieniu, powinien zapewnić pracownikom nienależącym do żadnego z uprzywilejowanych Kościołów identyczne traktowanie z pracownikami – członkami któregoś z tych Kościołów.

Dni wolne w Polsce

Jak przytoczony wyrok wpływa na naszą krajową rzeczywistość? Zgodnie z obowiązującymi przepisami Wielki Piątek uznawany jest w Polsce za zwykły dzień roboczy. Nie uzależniają one również przyznania jakiegokolwiek dnia wolnego od deklaracji przynależności do określonej grupy społecznej, w tym wyznaniowej. Zrównują w tym zakresie wszystkich pracowników. Jednak jeśli pracodawca sam zdecyduje się na udzielenie dodatkowego dnia wolnego swoim pracownikom, nie powinien on różnicować tego uprawnienia z uwagi na ich cechy niezwiązane z wykonywaną pracą, jaką jest m.in. wyznanie.

Decydując się więc na przyznanie, chociażby z okazji Wielkiego Piątku lub weekendu majowego dodatkowego dnia wolnego od pracy, konieczne jest, by udogodnienie to dotyczyło wszystkich pracowników, których sytuacja jest w zakładzie pracy jest porównywalna. Inne działanie pociąga za sobą realne ryzyko zarzutu dyskryminacji poszczególnych pracowników ze względu na niedozwolone kryterium jakim jest w szczególności religia lub  wyznanie, a co za tym idzie

UdostępnijShare on LinkedInShare on Facebook

Whistleblowing – o sygnalistach w firmie słów kilka

Nowe – nieznane dotąd pojęcie „sygnalisty” rozpowszechniły szeroko komentowane prace nad ustawą o jawności życia publicznego. Owym sygnalistą ma być osoba zgłaszająca lub ujawniająca nieprawidłowości w miejscu pracy, które mogą godzić w interes publiczny. Podlegać miałaby ona prawnej ochronie przed nadużyciami ze strony współpracowników, biorąc pod uwagę jej współpracę w wykrywaniu niepożądanych zjawisk.

Co ciekawe, pomimo tego, że dotychczas krajowe przepisy nie przewidywały instytucji takiego „demaskatora”, zjawisko to – zwane z angielskiego jako „whistleblowing” znane i uregulowane jest już na świecie. Co więcej, również w Polsce można spotkać się z jego faktycznym stosowaniem.

Przykładowo w Stanach Zjednoczonych  pracownicy spółek notowanych na giełdzie, którzy biorą udział w śledztwie w sprawie oszustw w tych firmach mają zapewnioną prawną ochronę przed próbą szykan lub gróźb ze strony zadenuncjowanych współpracowników. Przepisy przewidują dla nich również zachęty o finansowym charakterze.

Czemu służy whistleblowing?

Głównym celem whistleblowing’u jest więc zgłaszanie osobom odpowiedzialnym za kwestie etyczne i dyscyplinarne w firmie przypadków naruszenia prawa, nieuczciwości, nierzetelności, bądź złamania zasad etycznych przez innych członków personelu. Ma on służyć jako narzędzie etycznego sygnalizowania nieprawidłowości – zwłaszcza na szczeblu zarządzającym – pod kontrolą pracodawcy i przy udziale pracownika działającego w dobrej wierze. Zapewniać ma to przede wszystkim skuteczną walkę z korupcją oraz nadużyciami w sektorze państwowym i prywatnym.

Praktyka pokazuje, że w roli whistleblower’a występować może zarówno jeden z pracowników wykonujących w firmie również inne zadania, jak i osoba specjalnie dedykowana na to stanowisko, a także działająca niejako z zewnątrz, w tym były pracownik.

Pozycja whistleblower’a jako osoby zatrudnionej w firmie jest dość skomplikowana. Istnieje bowiem duże ryzyko narażenia go na ostracyzm, groźby lub działania mobbingowe ze strony innych pracowników, a w skrajnych przypadkach również na utratę pracy. Kluczowym więc jest – spoglądając na zagraniczne regulacje – odpowiednie zabezpieczenie pozycji pracownika „demaskatora” w tym również w wypadek materialnego lub osobistego uszczerbku wynikającego z podjętej współpracy. Tym większe ryzyko dla skuteczności instytucji whistleblowing’u rodzi brak regulacji zapewniającej zgłaszającemu odpowiednią ochronę prawną.

Jaka ochrona krajowego sygnalisty?

Projektowana ww. ustawa definiuje sygnalistę w sposób dość złożony. Ma być nim osoba fizyczna lub przedsiębiorca, który zgłasza organom wymiaru sprawiedliwości możliwość popełnienia przestępstwa przez podmiot, z którym jest związany umową o pracę, stosunkiem służbowym lub innym umownym. O nadaniu statusu sygnalisty miałby decydować prokurator, jeśli uzna, że podjęta przez sygnalistę może niekorzystnie wpłynąć na jego sytuację życiową, zawodową lub materialną.

Jeśli chodzi o ochronę interesów sygnalisty, opracowywane przepisy przewidują zakaz rozwiązania umowy o pracę lub stosunku służbowego, bądź też zmiany warunków zatrudnienia na mniej korzystne, zwłaszcza poprzez zmianę miejsca lub czasu pracy albo warunków wynagradzania sygnalisty bez uprzedniej zgody prokuratora. Naruszenie tego zakazu wiązać miałoby się przede wszystkim z odpowiedzialnością odszkodowawczą względem polskiego whistleblower’a.

Denuncjacja w dobrej wierze

Sukces whistleblowing’u jako efektywnego sposobu wewnętrznej walki z nadużyciami w firmie wymaga z pewnością szeroko zakrojonych działań ze strony ustawodawcy. Szczególnie oczekiwana jest przede wszystkim odpowiednia ochrona przed zwolnieniem bądź zjawiskami dyskryminacji w firmie, a także anonimowość i poufność danych identyfikujących zgłaszającego.

Nie mniej istotne jest zapewne również odpowiednie podejście do tej instytucji, pozbawione negatywnego nastawienia do wewnętrznego „sygnalisty” pojawiającego się w firmie. Istota tego rodzaju działalności ma polegać  bowiem na tym, że sygnalista działa w dobrej wierze, a więc w oparciu o obiektywną motywację, a nie z osobistych względów, chcąc zaszkodzić innym osobom w firmie.

W krajach zachodnich zjawisko whistleblowing’u postrzegane jest już jako jeden z elementów kultury organizacyjnej opartej na uczciwości, otwartości i zaufaniu. Jak pokazuje doświadczenie, również brak specjalnej regulacji w polskich przepisach nie wyklucza tego rodzaju działań w strukturze działających u nas firm. Istotne jest, by wdrażanie narzędzia, jakim jest whistleblowing dostosowane było do specyfiki i warunków panujących w danej firmie oraz uwzględniało ochronę sygnalistów i budowało zaufanie do tego typu systemu zgłaszania nieprawidłowości.

Samodzielne działania pracodawców w tym zakresie zdają się być o tyle istotne, gdyż pomimo dużego rozgłosu, z jakim spotkały się plany wprowadzenia przepisów o jawności życia publicznego, na chwilę obecną pozostają one już od kilkunastu miesięcy w fazie projektowej. Ponadto, próby unormowania w nich ochrony prawnej sygnalistów ocenia się jako wysoce niedoprecyzowane i nie zachęcające do informowania o nieprawidłowościach i zagrożeniach dla interesu publicznego.

Niemniej mając również na uwadze coraz szerszej zakrojone działania organów unijnych na tym polu, proces sygnalizowania nieprawidłowości prędzej czy później z dużą dozą prawdopodobieństwa stanie się istotnym obowiązkiem większości funkcjonujących na rynku przedsiębiorców.

UdostępnijShare on LinkedInShare on Facebook

O „odmowie zeznań” ciąg dalszy…

W poprzednim artykule pisałam o tym, kto może odmówić składania zeznań lub odpowiedzi na pytania organów ścigania i sądu. Dzisiaj postaram się omówić to zagadnienie od „strony technicznej” – czy jest jakiś termin, do którego można z tego prawa skorzystać? Jakie są konsekwencje spóźnionej decyzji?

Przepisy dopuszczają możliwość złożenie przez osobę uprawnioną do odmowy składania zeznań lub mogącą złożyć wniosek o zwolnienie od składania zeznań, nie później niż przed rozpoczęciem pierwszego przesłuchania w postępowaniu sądowym – sąd musi o tym uprawnieniu pouczyć świadka, także bez obaw nie musicie sami o tym pamiętać. Jeśli świadek nie zdecyduje się na skorzystanie z przysługującego prawa, w dalszym toku postępowania, ciąży na nim obowiązek zeznawania ze wszystkimi tego konsekwencjami, pod rygorem odpowiedzialności karnej.

A co z zeznaniami złożonymi już wcześniej?

Bardzo często zdarza się, że na etapie postępowania przygotowawczego, osoby, które mogłyby odmówić składania zeznań – czy to pod wpływem stresu, czy to licząc na to, że pomogą podejrzanemu decydują się zeznawać. Niestety, później okazuje się, że lepiej było milczeć, co wtedy?

Jak wskazałam powyżej świadek może skorzystać z przysługującego mu uprawnienia do czasu pierwszego przesłuchania przed sądem. Oznacza to, że nawet faktyczne złożenie zeznań w postępowaniu przygotowawczym, podczas przesłuchania prowadzonego przez prokuratora lub policję, nie stoi na przeszkodzie możliwości podjęcia ostatecznej decyzji o odmowie składania zeznań. Co istotne, taka odmowa będzie obejmować również zeznania już złożone – nie będą one mogły bowiem służyć za dowód ani być odtworzone. Sąd nie będzie mógł zatem posłużyć się jako dowodem w sprawie protokołem z przesłuchania świadka lub przesłuchiwać funkcjonariusza, który uczestniczył w odbieraniu zeznań od świadka.

A co z zeznaniami złożonymi na potrzeby innego postępowania?

Omawiany zakaz wykorzystywania dowodu z zeznań świadka, który skorzystał na etapie późniejszym z prawa do odmowy składania zeznań oznacza również, że złożone uprzednio zeznanie nie może zostać wykorzystane również w ramach innego postępowania – przykładowo podatkowego, które często pozostaje w związku z postępowaniem karnoskarbowym. 

Podobnie przedstawia się sytuacja w związku z przenikaniem dowodów z innego postępowania do postępowania karnego. Jeżeli świadek skorzystał z prawa do odmowy zeznań, to nie jest dopuszczalne powoływanie się przez organy procesowe na zeznania złożone w postępowaniu cywilnym, np. w sprawie rozwodowej, w sytuacji gdy świadek skorzystał z odmowy zeznań w procesie karnym.

A co z innymi czynnościami procesowymi?

Istotne zagadnienie dotyczy również protokołów z czynności oględzin i badań niepołączonych z zabiegiem chirurgicznym lub obserwacją w zakładzie leczniczym świadka. Co do zasady bowiem do tego rodzaju czynności wymagana jest jego zgoda. Przyjmuje się jednak, że protokoły z czynności mogą zostać wykorzystane w dalszym postępowaniu, także wówczas, gdy świadek  po przeprowadzeniu oględzin lub badań skorzystał z prawa do odmowy składania zeznań. W takiej sytuacji w dalszym etapie postępowania możliwe będzie poddawanie świadka badaniom, ale jedynie za jego wyraźną zgodą.

Inaczej wygląda sprawa wyjaśnień oskarżonego czy pokrzywdzonego, ale to już jest temat na odrębny wpis.

UdostępnijShare on LinkedInShare on Facebook

Korzystam z prawa do odmowy zeznań!

W sytuacji, kiedy organy ścigania lub strona postępowania karnego wystąpi z wnioskiem o dopuszczenie i przeprowadzenie dowodu z zeznań świadka, szczególnie istotne mogą stać się dla osoby wezwanej warunki umożliwiające odmowę składania zeznań. W jakich sytuacjach można „milczeć”? O tym w dzisiejszym wpisie

Prawo do odmowy zeznań

Co do zasady – każda osoba wezwana w charakterze świadka ma obowiązek stawić się i złożyć zeznania. Dotyczy to zarówno postępowania przygotowawczego, jak i postępowania przed sądem. Świadek ma prawny obowiązek mówienia prawdy, za składanie fałszywych zeznań grozi odpowiedzialność karna do 8 lat pozbawienia wolności.

Są jednak przypadki, gdy mimo wezwania, świadek będzie mógł milczeć. Prawo do odmowy składania zeznań ma po pierwsze osoba najbliższa dla oskarżonego (lub – na etapie postępowania przygotowawczego – podejrzanego). Osobą najbliższą jest w tym wypadku małżonek, rodzice, dziadkowie, dzieci, rodzeństwo, powinowaci w tej samej linii lub stopniu, osoba pozostająca w stosunku przysposobienia oraz jej małżonek, a także od niedawna osoba pozostająca we wspólnym pożyciu z oskarżonym. Uprawnienie to trwa nawet w sytuacji późniejszego ustania małżeństwa lub przysposobienia z jakichkolwiek przyczyn.

Prawo odmowy zeznań przysługuje także świadkowi, który w innej toczącej się sprawie jest oskarżony o współudział w przestępstwie objętym postępowaniem.

Jeżeli wystąpią powyższe okoliczności, wystarczy, że osoba przesłuchiwana oświadczy, że nie chce zeznawać (o którym to uprawnieniu musi zostać pouczona przed rozpoczęciem przesłuchania). Należy wskazać, że tego rodzaju odmowa nie obciąży podejrzanego mimo, że często nasuwa się w takich sytuacjach przypuszczenie, że świadek „ma coś do ukrycia”, bo inaczej czemu by nie chciał mówić i pomóc krewnemu? Ale bez obaw, proces karny musi opierać się na stanowczych dowodach, nie na przypuszczeniach, nie należy zatem obawiać się, że odmowa składania zeznań wpłynie niekorzystnie na sytuację osoby najbliższej.

Prawo do odmowy odpowiedzi na pytanie

Nieco inną instytucją jest prawo do odmowy udzielenia odpowiedzi na konkretne pytanie. Przepisy przewidują taką możliwość w sytuacji, jeżeli udzielenie odpowiedzi mogłoby narazić świadka lub osobę dla niego najbliższą na odpowiedzialność karną lub karnoskarbową. Jak podkreśla się w orzecznictwie, sąd nie może żądać od świadka wyjaśnienia, dlaczego chce on skorzystać z odmowy odpowiedzi. Od świadka nie można również wymagać, aby udowodnił istnienie okoliczności pozwalających mu na odmowę. W przeciwnym razie świadek w istocie byłby postawiony w sytuacji przymusowej, w której miałby do wyboru albo złożenie fałszywych zeznań (co jak wskazałam wyżej jest karane), albo obciążenie siebie samego lub osoby najbliższej, co całkowicie wypaczałoby sens omawianego uprawnienia.

Tylko rodzina?

Przepisy prawa dopuszczają również zwolnienie od złożenia zeznania lub odpowiedzi na pytania osobę pozostającą z oskarżonym w szczególnie bliskim stosunku osobistym, jeżeli osoba taka wnosi o zwolnienie. Pojęcie stosunku osobistego nie ma wyjaśnienia ustawowego, sąd będzie każdorazowo badał, czy indywidualna sytuacja świadka w relacji z oskarżonym pozwala mu na skorzystanie z tego uprawnienia, jako przykład podaje się związki konkubenckie. Należy jednak podkreślić, że stosunek ten musi istnieć w chwili składania zeznań – bez znaczenia pozostanie zatem okoliczność, że świadek i oskarżony w przeszłości byli parą. W orzecznictwie wskazuje się również, że utrzymywanie stosunków płciowych oraz krótkotrwałe wspólne zamieszkiwanie nie uprawniając do odmowy zeznań.

Osoba uprawniona do odmowy złożenia zeznań albo zwolniona z obowiązku ich składania może oświadczyć, że chce z tego prawa skorzystać nawet, jeżeli już złożyła zeznania, które zostały zaprotokołowane przez organy ścigania – ale o tym już w kolejnym wpisie.

UdostępnijShare on LinkedInShare on Facebook

Staffing – gdy szef staje się ofiarą swoich podwładnych

Czy zachowanie pojmowane przez przepisy jako mobbing może działać tylko jednostronnie, tj. w relacji pracodawca – pracownik? Czy również szef może stać się adresatem zastraszania i nękania w firmie? Czy wreszcie może wtedy poszukiwać podobnej ochrony jak dręczony podwładny?

Mobbing jako zjawisko jest znane w naszym kraju już od kilkunastu lat. Zdefiniowane w bardzo złożony sposób w Kodeksie Pracy i karane dotkliwymi sankcjami, stało się przedmiotem działań ze strony pracodawców, chcących zapobiegać mu w swoich firmach.

Jednak nie każde zachowanie, które wprowadza trudną atmosferę w firmie pojmowane może być jako mobbing. Ten w swojej istocie polegać musi na działaniu lub zachowaniu dotyczącym osoby pracownika lub skierowanym przeciwko niemu. Może ono polegać zarówno na uporczywym i długotrwałym nękaniu, jak i zastraszaniu podwładnego, co musi mieć na celu lub powodować u niego zaniżoną ocenę swojej przydatności zawodowej, poniżenie, ośmieszenie, izolowanie lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników.

Każdy pracodawca ma obowiązek przeciwdziałania takim praktykom oraz natychmiastowej reakcji na nie. W innym razie grozi mu nie tylko potencjalne żądanie odszkodowania i zadośćuczynienia od pracownika, który jako ofiara mobbingu odszedł z firmy, lub doznał z tego powodu uszczerbku na zdrowiu, ale również sankcje finansowe, ze strony Państwowej Inspekcji Pracy, kontrolującej prawidłowość działań pracodawcy w tym zakresie.

Formalnie więc, aby można było mówić o mobbingu, a tym samym dochodzić związanych z nim roszczeń, konieczne jest, aby jego ofiara miała status pracownika, (nie może być nią więc zleceniobiorca, osoba odbywająca praktyki lub staż), a zachowanie, które stało się przyczyną jej rezygnacji z pracy lub rozstroju zdrowia wypełniać musi skomplikowaną definicję ustawową tego deliktu.

Nie tylko pracownik może być słabszą stroną.

W dzisiejszych realiach nierzadkim zjawiskiem okazują się jednak sytuacje, gdy to nie pracownik, a właśnie szef staje się adresatem szykan, a nawet prześladowania ze strony osób, które formalnie podlegają mu służbowo.

Takie ataki przeciwko zwierzchnikowi mają na celu pozbawienie go wpływu na działanie firmy, zrujnowanie pozycji, zmuszenie do ustąpienia ze stanowiska, czy odejścia z zespołu. Co więcej, niejednokrotnie polegają one na fałszywych oskarżeniach i pomówieniach ze strony rzekomej ofiary dotyczących stosowania przez szefa mobbingu wobec niej.

Wyżej opisany proceder „odwrotnych” zachowań mobbingowych nie został dotychczas uregulowany w polskich przepisach. Doczekał się już jednak określenia pod nazwą „staffing” (od angielskiego „staff” – personel, kadra). Dotyczy on sytuacji, w których to właśnie szef lub osoba na wyższym od sprawcy stanowisku staje się adresatem negatywnych komentarzy, uwłaczającego zachowania, bezpodstawnych zarzutów co do swojej pracy, w tym zarządzania zespołem. Mogą polegać one na ignorowaniu przełożonego w czasie prowadzonych rozmów, notorycznym nieodbieranie służbowego telefonu lub poczty e-mail, czy szerzeniu plotek wśród współpracowników.

Nękany szef nie jest bez broni.

Mimo że krajowe przepisy nie przewidują wprost żadnej sankcji za „odwrócony” mobbing, pracodawca będący jego ofiarą nie jest pozbawiony narzędzi do swojej obrony. Łatwo zauważyć można, że opisane wyżej zachowanie podwładnego stanowi wyraz jego niesubordynacji. Tym samym może powodować utratę zaufania do pracownika, zostać poczytane jako działanie na szkodę firmy, a w bardziej rażących sytuacjach również jako rażące naruszenie obowiązków podwładnego. To zaś upoważnia, nie tylko do nałożenia na niego kar dyscyplinarnych (upomnienia lub nagany), ale również zakończenia współpracy za wypowiedzeniem, czy – w skrajnych przypadkach – w trybie dyscyplinarnym, tj. z przyczyn zawinionych przez pracownika – sprawcy „staffingu”.

Niezależnie od tych środków reakcji, poszkodowany szef może dochodzić swoich praw również na płaszczyźnie poza pracowniczej – powołując się w procesie cywilnym w szczególności na bezprawne naruszenie dóbr osobistych, jak dobre imię, zdrowie, prawo do prywatności i żądając od swojego prześladowcy natychmiastowego zaprzestania nagannego zachowania, o ile to możliwe – usunięcia jego skutków, a nawet finansowego zadośćuczynienia za doznaną krzywdę.

UdostępnijShare on LinkedInShare on Facebook

Szkodliwe zajmowanie się sprawami majątkowymi

Przepisy prawa chronią podmioty, które powierzyły zajmowanie się swoimi sprawami majątkowymi innym osobom, przed efektem ich nieuczciwych zachowań, będących wynikiem nadużycia zaufania przełożonych. Przedmiotem ochrony są w tym przypadku interesy majątkowe podmiotów, które powierzyły innym osobom prowadzenie swoich interesów. O tym kto może być pociągnięty do odpowiedzialności za opisane przestępstwo oraz jak należy definiować pojęcie „zajmowania się sprawami majątkowymi” opowiem w dzisiejszym artykule.

Przestępstwo tak zwanego wyrządzenia szkody w obrocie gospodarczym popełnić może tylko ten, kto na podstawie przepisu ustawy, decyzji właściwego organu lub umowy jest obowiązany do zajmowania się sprawami majątkowymi lub działalnością gospodarczą osoby fizycznej, prawnej albo jednostki organizacyjnej niemającej osobowości prawnej. W opisanym kręgu osób mogą się przykładowo mieścić prokurent, dyrektor finansowy oraz jego zastępcy lub członek zarządu w spółce kapitałowej, o ile zakresem ich obowiązków służbowych objęta jest przede wszystkim szeroko rozumiana dbałość o niedoprowadzenie do uszczerbku w cudzym majątku, ale również dążenie do jego powiększania.

Opisywane przestępstwo musi ponadto zostać popełnione w efekcie nadużycia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków.

W tym miejscu dochodzimy do kluczowego pojęcia, czyli zajmowania się sprawami majątkowymi innego podmiotu. Przyjmuje się, że należy przez nie rozumieć wszelkie zachowania polegające na rozstrzyganiu w sprawach majątkowych innego podmiotu, współdziałaniu w nich lub wpływaniu na proces decyzyjny w tym zakresie, co może przybrać postać rozporządzania mieniem, dokonywania czynności prawnych, dotyczących mienia lub spraw majątkowych, czy też na udzielaniu rady, o ile sprawca jest do takiego działania zobowiązany.

Ponadto, jak wskazuje orzecznictwo Sądu Najwyższego, nawet w sytuacjach ogólnego i nieprecyzyjnego określenia uprawnień i obowiązków osoby zobowiązanej do zajmowania się prawami majątkowymi innej osoby, ustalenie zakresu wspomnianych uprawnień i obowiązków powinno następować w nawiązaniu do zasad obowiązujących w danej sferze obrotu, z uwzględnieniem natury prawnej, tradycji i praktyki wykonywania tego rodzaju czynności. Zasadnym jest również uwzględnianie charakteru funkcji pełnionej przez sprawcę (por. wyrok SN z dnia 5 maja 2004 r., II KK 244/03).

Należy również podkreślić, że pojęcie zajmowania się ma szerszy zakres znaczeniowy niż pojęcie prowadzenia. To pierwsze wiąże się bowiem z pewną autonomią działania, która nie występuje w przypadku zwykłego „prowadzenia spraw”. Aby móc mówić o rzeczywistym zajmowaniu się cudzymi interesami,  konieczne jest  wykazanie, że sprawca posiadał określone kompetencje, które pozwalały mu na rozstrzyganie o sprawach majątkowych podmiotu, na rzecz którego działał. Zajmowanie się to również posiadanie uprawnienia do wydawania innym wiążących poleceń oraz kierowanie ich działaniami – nie stanowi przeszkody fakt, że sprawca nie będzie w tym przypadku wykonywał określonych czynności osobiście.

Na zakończenie warto wskazać, że nie każda szkoda będzie mogła stać się asumptem do postawienia zarzutu w oparciu o omawianą konstrukcję. Przepis art. 296 kodeksu karnego penalizuje wyłącznie wyrządzenie w opisanych wyżej warunkach znacznej szkody oraz, w postaci kwalifikowanej, szkody w wielkich rozmiarach, przy czym skutek czynu zabronionego obejmować może zarówno szkodę rzeczywistą, jak i utracone korzyści. Wykorzystane przez ustawodawcę określenia w tym przypadku mają bardzo precyzyjne znaczenie: szkodą znacznych rozmiarów jest szkoda, której wartość przekracza 200.000 złotych, natomiast szkodą wielkich rozmiarów – przekracza 1.000.000 złotych. Co oczywiste, wyrządzenie szkody, której wartość może zostać zakwalifikowana jako szkoda wielkich rozmiarów, jest zagrożona surowszą karą.

UdostępnijShare on LinkedInShare on Facebook

Prokurator podejmie decyzję, co zrobić z dowodem przestępstwa

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, po wszczęciu postępowania sąd na wniosek prokuratora może zarządzić kontrolę i utrwalanie treści rozmów telefonicznych w celu wykrycia i uzyskania dowodów. Może się jednak zdarzyć, że w ramach tak rozpoczętej kontroli, organy ścigania natrafią na dowód zupełnie innego przestępstwa – przestępstwa nieobjętego postępowaniem, w ramach którego sąd wydał zgodę na utrwalanie rozmów lub przestępstwa popełnionego przez inną osobę. Czy taki dowód można wykorzystać?

Czytaj dalej Prokurator podejmie decyzję, co zrobić z dowodem przestępstwa

UdostępnijShare on LinkedInShare on Facebook