Spełnienie spornego świadczenia w czasie pandemii – z jakiego rozwiązania skorzystać?

Obecnie sądy funkcjonują w bardzo ograniczonym zakresie. Terminy procesowe nie biegną, korespondencja sądowa najczęściej nie jest w ogóle wysyłana. Gdy epidemia się skończy, odżyją wszystkie zawisłe w sądach sprawy. Roszczenia wierzycieli będą większe o kwotę należnych odsetek za opóźnienie, a w zależności od postanowień zawartych umów, dłużnicy zobligowani będą do zapłaty kar umownych. W gąszczu kryzysowych rozwiązań nie znalazło się jednak żadne, które wstrzymałoby naliczanie odsetek za opóźnienie bądź czasowo wstrzymałoby działanie postanowień umownych, represyjnych względem pozostającego w zwłoce dłużnika. Co zrobić w takiej sytuacji?

Świadczenie z zastrzeżeniem zwrotu

Pierwszym z możliwych rozwiązań jest skorzystanie przez jedną ze stron umowy z możliwości zaoferowania kontrahentowi świadczenia, z zastrzeżeniem jego zwrotu (art. 411 pkt 1 k.c.). Takie świadczenie może zostać zakwalifikowane jako świadczenie nienależne, przepisy prawa cywilnego przewidują co prawda niedopuszczalność zwrotu świadczenia, jeżeli spełniający świadczenie wiedział, że nie był do świadczenia zobowiązany, jednak wyjątkiem w tej sytuacji jest spełnienie świadczenia z zastrzeżeniem jego zwrotu.

Można zatem żądać zwrotu świadczenia, mimo że świadczący wiedział, że nie był zobowiązany, jeśli świadczenie nastąpiło z zastrzeżeniem jego zwrotu. Świadczenie to zostaje dokonane tylko na wypadek, jeśli okaże się, że zobowiązanie istniało. Najczęściej w takiej sytuacji świadczący nie jest pewien, czy jego zobowiązanie istnieje lub wie, że zobowiązanie nie istnieje, ale nie może w danym czasie tego udowodnić. Obecnie zamrożenie funkcjonowania sądów czyni zasadnym argument o niemożliwości udowodnienia swoich racji.

Zastrzeżenie zwrotu jest oświadczeniem woli i może być wyrażone w dowolny sposób. Warunkiem jest, aby dotarło do drugiej strony najpóźniej wraz z samym świadczeniem.

Co istotne, zastrzeżenie zwrotu musi nastąpić na wypadek braku zobowiązania, a nie na wypadek zajścia jakiegoś innego zdarzenia. Należy o tym pamiętać zastrzegając przed wierzycielem, że świadczymy tylko na określonych warunkach, to znaczy, że zastrzegamy możliwość żądania zwrotu pieniędzy, jeżeli będziemy już mogli udowodnić, że zobowiązanie nie istniało.

Świadczenie w celu uniknięcia przymusu

Podobnie przedstawia się sytuacja w związku z prowadzonymi postępowaniami egzekucyjnymi. Ogłoszenie stanu epidemii nie przerwało bowiem postępowań egzekucyjnych, komornicy sądowi nadal wykonują swoje obowiązki. W tym wypadku pomocną może okazać się instytucja świadczenia w celu uniknięcia przymusu (art. 411 pkt 1 k.c.).

Spełnienie świadczenia w sytuacji, gdy świadczący wiedział, że nie jest zobowiązany, gwarantuje możliwość odzyskania świadczenia, jeśli działanie dłużnika miało na celu uniknięcie przymusu. Przymusem może być ryzyko zajęcia majątku przez organ egzekucyjny, a następnie sprzedaży licytacyjnej składników tego majątku. Podobnie jak w przypadku opisywanego wyżej świadczenia z zastrzeżeniem zwrotu, również w tym wypadku należy zakomunikować wierzycielowi intencję przyświecającą spełnieniu świadczenia, a mianowicie chęć uniknięcia przymusu.

W tym miejscu warto wskazać na orzeczenie Sądu Najwyższego (sprawa IV CKN 1166/02), zgodnie z którym przepis art. 411 pkt 1 k.c. (a zatem dotyczący omawianego zagadnienia) ma zastosowanie także wówczas, gdy z żądaniem zwrotu nienależnego świadczenia występuje osoba, która wiedziała o braku własnego zobowiązania wobec egzekwującego wierzyciela i nie podjęła żadnych przewidzianych prawem czynności, zmierzających do ograniczenia lub uniemożliwienia kontynuowania egzekucji.

Depozyt sądowy

Do depozytu sądowego można złożyć przedmiot świadczenia, w określonych okolicznościach. Można do niego składać pieniądze, kosztowności, dokumenty oraz inne rzeczy. W przypadku pieniędzy, rolę depozytu pełni rachunek depozytowy Ministra Finansów. Ważne złożenie przedmiotu świadczenia do depozytu sądowego ma takie same skutki, jak spełnienie świadczenia.

Dopuszczalność złożenia przedmiotu świadczenia przez dłużnika musi wynikać z ustawy. Zgodnie z przepisem art. 467 kodeksu cywilnego, dłużnik może złożyć przedmiot świadczenia do depozytu sądowego:

  1. jeżeli wskutek okoliczności, za które nie ponosi odpowiedzialności, nie wie, kto jest wierzycielem, albo nie zna miejsca zamieszkania lub siedziby wierzyciela;
  2. jeżeli wierzyciel nie ma pełnej zdolności do czynności prawnych ani przedstawiciela uprawnionego do przyjęcia świadczenia;
  3. jeżeli powstał spór, kto jest wierzycielem;
  4. jeżeli z powodu innych okoliczności dotyczących osoby wierzyciela świadczenie nie może być spełnione.

O złożeniu przedmiotu świadczenia do depozytu sądowego dłużnik powinien niezwłocznie zawiadomić wierzyciela, chyba że zawiadomienie napotyka trudne do przezwyciężenia przeszkody. Zawiadomienie powinno nastąpić na piśmie.

W celu złożenia świadczenia do depozytu sądowego, należy złożyć wniosek w sądzie właściwym, którym jest sąd miejsca wykonania zobowiązania. Jeżeli miejsca tego nie da się ustalić, właściwy jest sąd miejsca zamieszkania wierzyciela, a gdy wierzyciel jest nieznany lub gdy nie jest znane miejsce jego zamieszkania – sąd miejsca zamieszkania dłużnika.

Złożenie przedmiotu świadczenia do depozytu sądowego może być dokonane dopiero po uzyskaniu zezwolenia sądu. Wyjątkiem jest świadczenie pieniędzy – wówczas złożenie do depozytu może być dokonane przed uzyskaniem zezwolenia sądu. W takim wypadku dłużnik powinien równocześnie ze złożeniem pieniędzy zgłosić wniosek o zezwolenie na złożenie do depozytu.

We wniosku o złożenie przedmiotu świadczenia do depozytu sądowego należy:

  1. określić zobowiązanie, przy wykonaniu którego składa się przedmiot;
  2. przytoczyć okoliczności uzasadniające złożenie;
  3. dokładnie oznaczyć przedmiot, który ma być złożony;
  4. wskazać osobę, której przedmiot ma być wydany, oraz warunki, pod którymi wydanie ma nastąpić.

W postępowaniu o złożenie przedmiotu świadczenia do depozytu sądowego sąd nie bada prawdziwości twierdzeń zawartych we wniosku, ograniczając się do oceny, czy według przytoczonych okoliczności złożenie do depozytu jest prawnie uzasadnione.

Powyżej opisałam jedynie trzy przykładowe instytucje, z których może skorzystać osoba, chcąca uniknąć negatywnych konsekwencji zastoju, spowodowanego epidemią. Należy mieć na względzie, że pomimo obecnie panującego chaosu, w niedalekiej przyszłości czeka nas „odbicie” w praktycznych wszystkich sferach naszego życia. Warto przygotować się odpowiednio, aby to „odbicie” było możliwie bezbolesne.

Wstrzymanie biegu terminów procesowych – co to oznacza?

Ostatnią nowelizacją specustawy koronawirusowej wprowadzono przepisy wstrzymujące bieg terminów procesowych. W ten sposób został w istocie zatrzymany obrót prawny w naszym kraju. Co to w praktyce oznacza?

Zgodnie z przepisem art. 15zzs specustawy koronawirusowej, w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19 bieg terminów procesowych i sądowych w:

  1. postępowaniach sądowych, w tym sądowoadministracyjnych,
  2. postępowaniach egzekucyjnych,
  3. postępowaniach karnych,
  4. postępowaniach karnych skarbowych,
  5. postępowaniach w sprawach o wykroczenia,
  6. postępowaniach administracyjnych,
  7. postępowaniach i kontrolach prowadzonych na podstawie ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa,
  8. kontrolach celno-skarbowych,
  9. postępowaniach w sprawach, o których mowa w art. 15f ust. 9 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych (Dz. U. z 2019 r. poz. 847 i 1495 oraz z 2020 r. poz. 284),
  10. innych postępowaniach prowadzonych na podstawie ustaw

– nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega zawieszeniu na ten okres.

Rodzaje terminów

Na początku należy omówić różnice pomiędzy poszczególnymi kategoriami terminów. Specustawa wymienia terminy sądowe oraz procesowe. Podział ten jest całkowicie zbędny, ponieważ każdy termin sądowy jest jednocześnie terminem procesowym. Oddziaływaniem przepisu nie są zatem objęte terminy metarialnoprawne, które występuje między innymi w prawie cywilnym. Terminy materialnoprawne to między innymi termin przedawnienia roszczeń, termin zasiedzenia nieruchomości, czy też termin na wywiedzenie skargi pauliańskiej.

Terminy procesowe, o których mowa w przepisie, można podzielić na dwie kategorie. Jedna z nich to terminy do dokonania czynności, wyznaczane przez organ procesowy. Przepis ustawy pozostawia wyznaczenie terminu uznaniu sądu (na przykład termin do wykonania określonego zobowiązania przez stronę). Taki termin to termin sądowy.

Drugą kategorią terminów procesowych są terminy ustawowe, które wynikają wprost z ustawy. Przykładem może być termin do wniesienia apelacji, zażalenia lub złożenia wniosku o sporządzenie i doręczenie uzasadnienia orzeczenia. Wszystkie przywołane przeze mnie terminy wynikają z kodeksu postępowania cywilnego oraz kodeksu postępowania karnego. Sąd nie może zmienić ich długości.

Terminy ustawowe nie mogą być skracane ani przedłużane, natomiast terminy sądowe mogą zostać z ważnych przyczyn skrócone lub przedłużone, na wniosek strony zgłoszony przed upływem terminu.

Wstrzymanie biegu terminów

Wstrzymanie terminów oznacza, że strona w trakcie biegu terminu może dokonać czynności procesowej, jednak zaniechanie powyższego nie będzie wiązać się z negatywnymi konsekwencjami. Tym samym niewniesienie apelacji w terminie 14 dni od otrzymania odpisu orzeczenia z uzasadnieniem nie poskutkuje uprawomocnieniem się orzeczenia. Podobnie doręczony nakaz zapłaty nie uprawomocni się w przypadku niewniesienia sprzeciwu w terminie.

Należy mieć jednak na uwadze, że po ustaniu epidemii lub stanu zagrożenia epidemicznego, terminy rozpoczną dalszy bieg. Specustawa nie przerywa biegu terminów procesowych, lecz jedynie je wstrzymuje. Oznacza to, że jeżeli przed dniem 31 marca 2020 r. upłynęły już przykładowo 4 dni spośród ustawowych dni 14, to po ustaniu epidemii pozostanie 10 dni na dokonanie czynności procesowej. Terminem, w którym terminy odzyskają swój bieg, będzie termin utraty mocy prawnej przez specustawę.

Jeżeli termin upłynął przed dnie 31 marca 2020 r., wówczas specustawa nie przewiduje żadnej ochrony dla osoby, która zaniechała dokonania czynności w terminie. Pomimo, że część przepisów specustawy została wprowadzona z mocą wsteczną, to w przypadku terminów procesowych ustawodawca nie zdecydował się na takie posunięcie, motywując to możliwym spowodowaniem skutków niedających się pogodzić z zasadą demokratycznego państwa prawnego. Jednocześnie, na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości został zamieszczony komunikat, zgodnie z którym jeśli z przyczyn od strony niezawinionych (np. kwarantanny) strona nie dochowała terminu procesowego, może wnosić o jego przywrócenie na podstawie art. 168 Kodeksu postępowania cywilnego. Przepis ten stanowi, że jeżeli strona nie dokonała w terminie czynności procesowej bez swojej winy, sąd na jej wniosek postanowi przywrócenie terminu. Tak silna rekomendacja, pomimo, iż nie została przekazana za pośrednictwem aktu normatywnego, z pewnością mieć będzie realne przełożenie na sposób rozstrzygania wniosków o przywrócenie terminu przez sądy powszechne.

Sprawy pilne – pozostają w toku

Wstrzymanie rozpoczęcia i zawieszenie biegu terminów w okresie epidemii nie dotyczy terminów w rozpoznawanych przez sądy sprawach w sprawach zakwalifikowanych do spraw pilnych, wskazanych w art. 14a ust. 4 i 5 specustawy.

Sprawy pilne, w których bieg terminów nie pozostaje zmieniony, to następujące sprawy:

  1. w przedmiocie wniosków o zastosowanie, przedłużenie, zmianę i uchylenie tymczasowego aresztowania;
  2. w których jest stosowane zatrzymanie;
  3. w których orzeczono środek zabezpieczający;
  4. przesłuchania świadka w postępowaniu przygotowawczym przez sąd na podstawie art. 185a-185c albo art. 316 § 3 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks postępowania karnego (Dz. U. z 2020 r. poz. 30 i 413), gdy podejrzany jest zatrzymany;
  5. w przedmiocie europejskiego nakazu aresztowania;
  6. w przedmiocie zarządzenia przerwy w wykonaniu kary w systemie dozoru elektronicznego;
  7. o zastosowanie i przedłużenie środka detencyjnego w postaci umieszczenia cudzoziemca w strzeżonym ośrodku, o zastosowanie lub przedłużenie wobec niego aresztu dla cudzoziemców;
  8. w których wykonywana jest kara pozbawienia wolności albo inna kara lub środek przymusu skutkujący pozbawieniem wolności, jeżeli rozstrzygnięcie sądu dotyczy zwolnienia osoby pozbawionej wolności z zakładu karnego lub aresztu śledczego albo jest niezbędne do wykonania takiej kary lub środka przymusu w tym zakładzie lub areszcie;
  9. o odebranie osoby podlegającej władzy rodzicielskiej lub pozostającej pod opieką;
  10. o których mowa w ustawie z dnia 19 sierpnia 1994 r. o ochronie zdrowia psychicznego (Dz. U. z 2018 r. poz. 1878 oraz z 2019 r. poz. 730 i 1690);
  11. dotyczące umieszczenia lub przedłużenia pobytu nieletniego w schronisku dla nieletnich;
  12. dotyczące umieszczenia małoletniego cudzoziemca w placówce opiekuńczo-wychowawczej;
  13. z zakresu postępowania wykonawczego w sprawach, o których mowa w pkt 8-12;
  14. wniosków o ustanowienie kuratora w celu reprezentowania interesów małoletnich w postępowaniu przed sądem lub innym organem w sprawach pilnych;
  15. o których mowa w ustawie z dnia 22 listopada 2013 r. o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób (Dz. U. z 2019 r. poz. 2203 oraz z 2020 r. poz. 278);
  16. przesłuchania przez sąd osoby w trybie zabezpieczenia dowodu lub co do której zachodzi obawa, że nie będzie można jej przesłuchać na rozprawie.

Postępowania egzekucyjne – pozostają w toku

W okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19 nie wykonuje się tytułów wykonawczych nakazujących opróżnienie lokalu mieszkalnego. Komornik nie może zatem przeprowadzić eksmisji, nie ma jednak przeszkód, aby w tym czasie wezwał dłużnika do dobrowolnego opróżnienia lokalu.

Specustawa nie wstrzymuje jednak innych czynności egzekucyjnych.

W czasie trwania epidemii komornicy sądowi realizują zatem swoje obowiązki, nie ma żadnych przeszkód procesowych do skutecznego składania wniosków o wszczęcie postępowania egzekucyjnego, również po 31 marca 2020 r. Wobec utrudnień związanych z bezpośrednią wizytą w kancelariach komorniczych, rekomenduje się wybór drogi korespondencyjnej. Przypomnę, że terminem wszczęcia egzekucji jest w takiej sytuacji termin wysyłki wniosku o wszczęcie egzekucji za pośrednictwem operatora pocztowego. Komornik po wszczęciu egzekucji może zatem dokonać zajęcia określonych składników majątku dłużnika, w tym może również dokonać zajęcia wierzytelności z rachunku bankowego.

Odmienne przedstawia się sytuacja w przypadku skargi na czynności komornika. Termin na jej wniesienie zostaje wstrzymany i stan ten potrwa aż do  ustania stanu epidemii, czyli do utraty mocy prawnej przez specustawę.

Przewlekłość nie występuje

W okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19, nie stosuje się przepisów o bezczynności organów. Organom nie wymierza się kar, grzywien ani nie zasądza się od nich sum pieniężnych na rzecz skarżących za niewydanie rozstrzygnięć w terminach określonych przepisami prawa.

Ponadto zaprzestanie czynności przez sąd nie może być późniejszą podstawą wywodzenia środków prawnych dotyczących bezczynności, przewlekłości lub naruszenia prawa strony do rozpoznania sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki.

Konsekwencją daleko idących ograniczeń jest zatem uniemożliwienie stronom podnoszenia roszczeń związanych z przewlekłym prowadzeniem spraw. Obecna sytuacja jest nadzwyczajna, niemniej nie powinna ograniczać prawa obywateli do sądu. Miejmy zatem nadzieję, że pomimo czasowego „spowolnienia”, sądy nie zaprzestaną pełnić swojej funkcji.

Pracownik z zarzutami karnymi – jak powinien zareagować pracodawca?

Wszczęcie postępowania karnego przeciwko pracownikowi może okazać się dużym utrudnieniem nie tylko dla samego zainteresowanego, ale również dla zakładu pracy, w którym jest zatrudniony. Istotna jest tu szczególnie pozycja pracodawcy, który może odczuć organizacyjne, jak i finansowe konsekwencje takiego zdarzenia.

Kiedy pracodawca dowie się o postępowaniu przeciwko pracownikowi?

Brak jest generalnej zasady, nakazującej zawiadomienie pracodawcy przez organa ścigania o wszczęciu postępowania karnego przeciwko pracownikowi. Obowiązek taki dotyczy jedynie przypadków osób zatrudnionych w instytucjach państwowych, samorządowych i społecznych. Z uwagi na wpływ okresu tymczasowego aresztowania na fakt trwania stosunku pracy, sąd – w razie jego zastosowania – ma obowiązek niezwłocznie zawiadomić o tym pracodawcę.

Trudno również uzasadnić nałożenie przez pracodawcę obowiązku poinformowania o wszczęciu śledztwa lub dochodzenia przez samych pracowników, np. w wewnętrznych regulacjach zakładowych. Warto bowiem podkreślić, że informacja na temat prowadzonych postępowań – poza wskazanymi wprost w przepisach szczególnych przypadkami – nie wpisuje się w katalog danych osobowych, których ujawnienia żądać można od podwładnego.

Zawiadomienie przez organ prowadzący postępowanie będzie natomiast konieczne, jeśli to pracodawca występować będzie w roli pokrzywdzonego przestępstwem lub jeśli to on zawiadomi o podejrzeniu jego popełnienia.

Poręczenie dla podejrzanego pracownika

Przepisy Kodeksu Postępowania Karnego przewidują dla pracodawcy możliwość odegrania istotnej roli w toku postępowania karnego. Chodzi tu o rozwiązanie polegające na tym, że od pracodawcy oskarżonego pracownika, można, na jego wniosek, przyjąć poręczenie, że oskarżony stawi się na każde wezwanie i nie będzie w sposób bezprawny utrudniał postępowania. Ten nieizolacyjny środek zapobiegawczy, nazywany poręczeniem społecznym, służyć ma prawidłowemu przebiegowi procesu. Zapewnić ma to możliwość bezpośredniego wpływania przełożonego na zachowanie się oskarżonego pracownika, która jest pochodną pracowniczego podporządkowania, jaki zgodnie z przepisami Kodeksu Pracy cechuje ten stosunek prawny.

Inicjatywa złożenia poręczenia pozostawiona została aktualnemu pracodawcy oskarżonego. Do jego złożenia nie jest konieczna zgoda pracownika, przeciwko któremu toczy się postępowanie. W takich jednak warunkach wątpliwa pozostaje kwestia skuteczności tego środka zapobiegawczego.

Obowiązki nałożone na poręczającego pracodawcę polegają na konieczności niezwłocznego powiadomienia sądu lub prokuratora o wiadomych przełożonemu działaniach oskarżonego, które zmierzają do uchylenia się od obowiązku stawienia się na wezwanie organu lub do utrudniania w inny bezprawny sposób postępowania karnego.

Tymczasowe aresztowanie lub zawieszenie w czynnościach może zakończyć stosunek pracy

W określonych warunkach przepisy przewidują konsekwencję w postaci możliwości zakończenia zatrudnienia w związku z toczącym się przeciwko pracownikowi postępowaniem karnym lub jego skazaniem. Dotyczy to:

  • tymczasowego aresztowania – jeśli nieobecność pracownika z tego powodu trwa co najmniej 3 miesiące. W takich warunkach umowa o pracę wygasa z mocy prawa, o ile pracodawca nie rozwiązał z pracownikiem wcześniej umowy w trybie dyscyplinarnym. Niemniej, pomimo wygaśnięcia umowy z tego powodu pracodawca ma obowiązek ponownie zatrudnić pracownika, jeżeli postępowanie karne zostało umorzone lub gdy zapadł wyrok uniewinniający, a podwładny zgłosił swój powrót do pracy w ciągu 7 dni od uprawomocnienia się tego orzeczenia;
  • popełnienia przez pracownika w czasie trwania umowy o pracę przestępstwa, które uniemożliwia dalsze zatrudnianie go na zajmowanym stanowisku – jeśli przestępstwo to stwierdzone zostało prawomocnym wyrokiem, pracodawca uprawniony jest do rozwiązania ze skazanym pracownikiem umowy o pracę w trybie natychmiastowym z przyczyn leżących po stronie pracownika;
  • zawinionej przez pracownika utraty uprawnień koniecznych do wykonywania pracy na zajmowanym stanowisku – dotyczy to m. in. zastosowania wobec pracownika środka zapobiegawczego w postaci zawieszenia w czynnościach służbowych lub w wykonywaniu zawodu albo nakazać powstrzymanie się od określonej działalności lub od prowadzenia określonego rodzaju pojazdów. W takich okolicznościach pracodawca również jest uprawniony do rozwiązania umowy o pracę w trybie dyscyplinarnym.

Jak widać, możliwości uzyskania informacji o toczącym się przeciwko pracownikowi śledztwie lub dochodzeniu są zasadniczo ograniczone. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli postępowanie karne lub wyrok skazujący utrudniają lub wyłączają możliwość świadczenia pracy w normalnych warunkach, pracodawcy przysługują narzędzia prawne pozwalające na ustanie zatrudnienia oskarżonego lub skazanego pracownika, o ile przyczyny te faktycznie uzasadniają zakończenie współpracy stron.

Electronic discovery – skuteczne narzędzie w procesie dowodowym?

Dowody elektroniczne odgrywają coraz większą rolę w procesie dowodowym. Rozwój narzędzi informatycznych, które pozwalają na odzyskanie z pozoru bezpowrotnie utraconych dokumentów, sprzyja rozbudowie możliwości dowodowych stron postępowań sądowych. Na czym polega rozpoznawanie dowodów elektronicznych oraz jakie są ograniczenia z tym związane?

Dowody elektroniczne mogą być przydatne w ramach różnych postępowań – zarówno karnych, jak i cywilnych, czy administracyjnych. W procesie karnym funkcjonuje ogólna reguła nieograniczonego katalogu środków dowodowych, przepis art. 168a k.p.k. przesuwa granicę dopuszczalnych dowodów, wkraczając w sferę ich legalności. Zgodnie z tym przepisem,   dowodu nie można uznać za niedopuszczalny wyłącznie na tej podstawie, że został uzyskany z naruszeniem przepisów postępowania lub za pomocą czynu zabronionego, z uwzględnieniem wskazanych w ustawie wyłączeń.  Kodeks postępowania cywilnego również wskazuje na najbardziej powszechne dowody, nie zamykając jednak ich katalogu. Tożsame rozwiązanie występuje w postępowaniu administracyjnym, gdzie ustawodawca w przepisie art. 75 k.p.a. wskazał, że jako dowód należy dopuścić wszystko, co może przyczynić się do wyjaśnienia sprawy, a nie jest sprzeczne z prawem.

Należy jednak mieć na uwadze, że obecna procedura sądowa pozwala na zobowiązanie drugiej strony (przeciwnika) do przedłożenia konkretnie oznaczonych dowodów. Oznacza to, że osoba wnioskująca o takie zobowiązanie drugiej strony, powinna wskazać precyzyjnie na poszczególne dokumenty, konkretną korespondencję mailową, konkretne faktury. W przeciwnym razie, nie jest dopuszczalnym przerzucanie na drugą stronę postępowania sądowego inicjatywy w zakresie gromadzenia niekorzystnych dla niej dowodów.

Z pomocą w takich sytuacjach przychodzi właśnie proces eDiscovery. Informatyka śledcza zmierza do poszukiwania dowodów elektronicznych, w sieci istnieje ich ogromna ilość. Mianem eDiscovery określany jest proces odzyskiwania dokumentów z sieci, co jest pojęciem węższym, aniżeli pojęcie samej informatyki śledczej. Obecnie najczęstszym sposobem jest przeszukiwanie konkretnych nośników danych, celem odzyskania usuniętych plików. Niemniej jest to metoda czasochłonna i często nieefektywna. Już w niedalekiej przyszłości standardem stać ma się przeszukiwanie całych sieci informacyjnych. Uzyskiwane w ten sposób dokumenty pochodzić będą z pewnego źródła, w sieci nie sposób bowiem niczego „podmienić” ani „zamienić”. Metadane, które towarzyszą takim dowodom, jak na przykład data i czas powstania bądź przesłania dokumentu, ze względu na niemożność ingerencji w ich zawartość, powinny mieć silny walor dowodowy.

Należy przy tym podkreślić, że usunięcie bądź zniszczenie danych cyfrowych jest wysoce utrudnione, o ile użytkownik nie dysponuje specjalistycznym oprogramowaniem oraz sprzętem, pozwalającym na trwałe wyczyszczenie informacji.

Informacja elektroniczna różni się od informacji dokumentowej utrwalonej w postaci papierowej tym, że jej forma jest niezwiązana z konkretnym nośnikiem. Pozwala to na łatwiejsze magazynowanie oraz przekazywanie dużych ilości informacji, przy relatywnie niskich kosztach takich operacji.

W ramach eDiscovery można pozyskiwać teksty, wiadomości elektroniczne, bazy danych, pliki audio/video, ustalać historię przeglądanych stron, uruchamianych programów komputerowych.

Ze względu na innowacyjność procesu eDiscovery oraz potencjalną możliwość naruszenia praw osób trzecich poprzez dowolne jego wykorzystywanie, niezbędne jest stworzenie odpowiednich przepisów prawnych, regulujących tę sferę dowodzenia. W krajach anglosaskich funkcjonują już odpowiednie reżimy prawne, a ze względu na rosnącą popularność tego typu operacji również w naszym kraju, rzeczą nieodległej przyszłości jest stworzenie pakietu norm prawnych, pozwalających na jeszcze lepsze jego wykorzystanie.

Surowsze kary za niepłacenie podatków

Zbliża się koniec roku, ten nadchodzący przynieść może sporo zmian, odczuwalnych dla sprawców wykroczeń i przestępstw skarbowych, którzy unikają płacenia podatków.

Po pierwsze, w związku ze wzrostem płacy minimalnej do 2.600,00 zł w 2020 roku, wzrośnie wysokość kar, jakie mogą być nakładane przez organy podatkowe w związku z popełnieniem czynów zabronionych opisanych w kodeksie karnym skarbowym.

Przypomnijmy, że kwalifikacja czynu zabronionego jako przestępstwa lub wykroczenia uzależniona jest od wartości przedmiotu czynu lub kwoty uszczuplonej lub narażonej na uszczuplenie należności publicznoprawnej. Zgodnie z tym podziałem, wykroczeniem skarbowym jest czyn zabroniony opisany w ustawie w przypadku, gdy wartości te nie przekraczają pięciokrotnej wysokości minimalnego wynagrodzenia w czasie jego popełnienia. W przypadku przekroczenia tego miernika, czyn jest określany jako przestępstwo skarbowe. Tym samym w roku 2020 granicą będzie kwota 13.000,00 zł.

Kara grzywny, jaka będzie mogła zostać nałożona za wykroczenie skarbowe wyniesie od 260,00 zł do 52.000,00 zł. Wynika to z tego, że kara grzywny za wykroczenie skarbowe jest wymierzana w granicach od jednej dziesiątej do dwudziestokrotnej wysokości minimalnego wynagrodzenia, chyba że kodeks stanowi inaczej. Mandat karny będzie mógł natomiast wynieść maksymalnie 5.200,00 zł, wyrokiem nakazowym będzie można natomiast orzec maksymalną karę w wysokości 26.000,00 zł.

W przypadku przestępstw skarbowych, a nadchodzącym roku stawka dzienna kary grzywny będzie mogła wynieść od 86,67 zł. (1/30 minimalnego wynagrodzenia) do 34.668,00 zł. (400-krotność minimalnego wynagrodzenia). Tym samym kara grzywny, wymierzana w minimalnej wysokości 10 stawek dziennych, będzie równa co najmniej kwocie 866,70 zł, nie przekroczy natomiast kwoty 24.960.960,00 zł (najwyższa liczba stawek dziennych to 720).

Możliwe, że nadchodzący rok przyniesie bardziej rozległe zmiany, aniżeli wyłącznie wzrost wysokości kar. Ministerstwo Finansów planuje bowiem reformę całego systemu nakładania kar za unikanie płacenia podatków, projekt ustawy o  zmianie ustawy o podatku akcyzowym oraz niektórych innych ustaw oczekuje obecnie na przyjęcie przez Radę Ministrów.

Zgodnie z zapowiedziami nowelizacji kara grzywny ma być równa co najmniej uszczuplonej należności publicznoprawnej, czyli podatku niezapłaconego przez sprawców przestępstw skarbowych i wykroczeń skarbowych. Należy jednak zauważyć, że taki tryb ustalania wymiaru kary może przekroczyć maksymalne progi nakładania grzywien za przestępstwa lub wykroczenia skarbowe.

Ponadto resort planuje wprowadzić penalizację „tzw. nieumyślnego paserstwa akcyzowego”. Paserstwo akcyzowe opisuje przepis art. 65 kodeksu karnego skarbowe. Obecnie kodeks przewiduje karalność zarówno umyślnej, jak i nieumyślnej jego postaci (art. 65 § 2 k.k.s.). Zgodnie z obowiązującym brzmieniem przywołanego przepisu, kto nabywa, przechowuje, przewozi, przesyła lub przenosi wyroby akcyzowe, o których na podstawie towarzyszących okoliczności powinien i może przypuszczać, że stanowią one przedmiot czynu zabronionego lub pomaga w ich zbyciu albo te wyroby akcyzowe przyjmuje lub pomaga w ich ukryciu, podlega karze grzywny do 720 stawek dziennych. Powyższy opis odnosi się zatem właśnie do paserstwa nieumyślnego. Być może zatem wspomniana „penalizacja” dotyczyć ma zwiększenia wymiaru kary przewidzianej na nieumyślne paserstwo akcyzowe, na co wskazywać może dalszy kierunek zmian.

Projekt obejmuje bowiem również podwyższenie górnej granicy kary pozbawienia wolności za zbycie lub przekazanie znaków akcyzy osobie nieuprawnionej. Kolejna zapowiedź dotyczy wprowadzenia odpowiedzialności karnej skarbowej osób, które nabywały, przechowywały lub przewoziły wyroby akcyzowe pochodzące z nielegalnej produkcji. Karalne będzie również paserstwo nielegalnych (podrobionych lub przerobionych) znaków akcyzy oraz upoważnień do odbioru banderol. Przestępstw akcyzowych dotyczyć będzie spora część planowanej nowelizacji.

Czy przygotowywana przez resort nowelizacja wejdzie w życie, a wraz z nią najbardziej kontrowersyjna zmiana, zrównująca wysokość orzekanej kary grzywny z wysokością uszczuplonej należności podatkowej? Z pewnością takie rozwiązanie wymaga zmiany przepisów wyznaczających minimalne oraz maksymalne progi orzekanych grzywien, co z pewnością wydłuży ścieżkę legislacyjną aktu.

Zakazane praktyki wielostronne – zmowa przetargowa

Ustawa z dnia 16 lutego 2007 r. o ochronie konkurencji i konsumentów wprowadza zakaz zawierania przez przedsiębiorców porozumień, których celem lub skutkiem jest wyeliminowanie, ograniczenie lub naruszenie w inny sposób konkurencji na rynku właściwym.

Rynek właściwy to rynek, na którym występuje lub może wystąpić skutek zawartego w postaci wyeliminowania, ograniczenia lub naruszenia konkurencji. Ustawowy zakaz odnosi się do grupy co najmniej dwóch przedsiębiorców, którzy podejmują uzgodnione działania, których celem jest wyżej opisany skutek. Zawieranie zakazanych porozumień w konsekwencji doprowadzić mogłoby do naruszenia zasad konkurencji, co nie pozostałoby bez wpływu na gospodarkę. W efekcie dojść mogłoby do wzrostu cen oraz spowolnienia rozwoju technicznego oraz ekonomicznego. Należy zatem uznać zasadność zabiegu ustawodawcy, który postanowił ograniczyć w przypadku przedsiębiorców znaną prawu cywilnemu zasadę swobody kontraktowania.

Co istotne, dla uznania danego porozumienia między przedsiębiorcami za niedozwolone zgodnie z art. 6 ust. 1 pkt 1 u.o.k.k. wystraczające jest stwierdzenie antykonkurencyjnego celu, niezależnie od osiągniętego przez nie skutku (por. wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia  19 stycznia 2016  r., VI ACa 468/15). Innymi słowy, nawet jeżeli strony porozumienia nie mają świadomości bezprawności swoich działań, czy wręcz działają w dobrej wierze, ale analiza treści porozumienia pozwala na przyjęcie, że celem jego zawarcia było naruszenie konkurencji, porozumienie takie kwalifikowane jest jako sprzeczne z prawem.

Jako przykład takich porozumień, ustawa wskazuje porozumienia polegające na uzgadnianiu przez przedsiębiorców przystępujących do przetargu lub przez tych przedsiębiorców i przedsiębiorcę będącego organizatorem przetargu warunków składanych ofert, w szczególności zakresu prac lub ceny. Jest to tak zwana zmowa przetargowa. Zjawisko to przybliżę w ramach dzisiejszego artykułu.

Zmowa przetargowa może występować w różnych postaciach.

Najczęstszym przypadkiem jest składanie ofert o niskiej wartości, które wyłącznie stwarzają pozory rywalizacji między przedsiębiorcami. Wówczas wygrywa jedna z ofert, pozostałe natomiast zawierają dyskwalifikujące je błędy formalne. Na powyższą praktykę zwrócił uwagę Sąd Apelacyjny w Warszawie, który w wyroku z dnia 07 września 2017 r. (VI ACa 173/16) wskazał na niedopuszczalność sytuacji, w której przedsiębiorcy, którzy są ze sobą powiązani kapitałowo lub osobowo (współpracują), złożą w postępowaniu przetargowym dwie rzekomo konkurencyjne oferty. Zdaniem Sądu podobnie należy ocenić sytuację, w której spółki umawiają się ze sobą oraz innymi przedsiębiorcami, że złożoną oferty ze sobą niekonkurujące, a więc na różne części zamówienia publicznego.

Kolejny przykład to tak zwane rotacyjne składanie ofert przetargowych. W ten sposób przedsiębiorcy ustalają, w którym postępowaniu, czyja oferta wygra, a następnie uzgadniają postępowania, w których poszczególni przedsiębiorcy złożą najkorzystniejsze oferty. Jest to proceder niezwykle trudny do wykrycia.

Znane są również sytuacje, w których przedsiębiorcy dokonują swoistego „podziału rynku”. W ramach dokonanego podziału umawiają się, że określona grupa przedsiębiorców nie będzie składać ofert w określonych przetargach lub na danym obszarze geograficznym

Niekiedy zmowa przetargowa przybiera postać celowej rezygnacji przedsiębiorcy z udziału w postępowaniu przetargowym lub wycofaniu już złożonej oferty. Celem jest doprowadzenie w ten sposób do wyłonienia oferty ustalonego przez przedsiębiorców oferenta.

Podobny skutek, co wyżej opisany, odnosi odmowa zawarcia umowy przez wykonawcę, który wygrał przetarg. Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z dnia 15 grudnia 2015 r. (VI ACa 1731/14) zauważył, że celem tej formy zmowy przetargowej jest zazwyczaj podział dodatkowo zdobytych zysków między wykonawców biorących udział w zmowie. Owe zyski pochodzą z uzyskanej w wyniku zmowy wyższej ceny umowy w sprawie zamówienia. Ponadto, na co zwrócił uwagę Sąd, praktyką jest, że konkurenci, którzy celowo wycofali się z przetargu, nierzadko „wiążą się” się z wybranym wykonawcą jako jego podwykonawca.

Ustawa o ochronie praw konkurencji i konsumentów w przepisie art. 7 wyłącza z katalogu porozumień niedozwolonych takie porozumienia, które cechuje mało znacząca siła rynkowa, zgodnie z konstrukcją reguły de minimis. Ustawodawca posłużył się w tym przypadku kryterium udziału rynkowego. Należy jednak zwrócić uwagę, że zgodnie z obowiązującą linią orzeczniczą (por. wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 15 marca 2017 r., VI ACa 1228/15), za „bagatelne” nie mogą być uznane m.in. zmowy cenowe i przetargowe oraz porozumienia podziałowe i kontyngentowe, które ze swej natury zawsze są zakazane, jako szkodliwe dla konkurencji.

Mandat za granicą – niemiła pamiątka z wakacji

Podróż samochodem po obcym kraju może okazać się kosztownym przedsięwzięciem nie tylko ze względu na koszty transportu, ale również na skutek nieznajomości (a czasem samego tylko nieprzestrzegania) obowiązujących tam przepisów drogowych. Może zdarzyć się, że za granicą te same zachowania na drodze, które w Polsce nie są w żaden sposób uregulowane, okażą się karalne lub obarczone o wiele wyższą karą.

Kosztowne zdjęcie z wakacji

W niektórych państwach (np. Francji) przekroczenie prędkości nawet o 1 km/h może okazać się bardzo kosztowne. Dodatkowo, w wielu krajach granica rejestracji urządzeń służących do pomiaru prędkości jest o wiele niższa niż w Polsce i wynosi zaledwie 5 km/h.  Jeśli więc nasze wykroczenie zostanie ujęte fotoradarem, mandat niemal z pewnością dotrze do właściciela pojazdu. Wynika to z faktu, że od 2014 r. na terenie całej Unii Europejskiej działa Europejski System Informacyjny o Pojazdach i Prawach Jazdy (Eucaris). Służy on do przekazywania danych właściciela pojazdu, zarejestrowanego za pomocą urządzeń kontrolujących prędkość. Za pomocą Eucaris organy zagraniczne wnioskują do Krajowego Punktu Kontaktowego działającego w ramach CEPiK (Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców) o informacje na temat pojazdu, którego kierowca popełnił wykroczenie. KPK udziela informacji elektronicznie w ciągu 7 dni. Jednak niechciane fotografie z wyjazdu mogą dotyczyć też takich przewinień, jak: rozmowa przez telefon w trakcie jazdy, przewożenie dziecka bez wymaganego fotelika, wyprzedzanie prawym pasem, czy parkowanie w niedozwolonym miejscu.

Zatrzymanie przez zagraniczny patrol

W przypadku zatrzymania na gorącym uczynku przez zagraniczne służby drogowe, zasadą jest wystawianie tzw. mandatu gotówkowego – płatnego na miejscu bezpośrednio funkcjonariuszowi, w walucie państwa, na terenie którego doszło do zatrzymania. Ma to zabezpieczyć przed unikaniem zapłaty przez osoby jedynie czasowo przebywające na terytorium danego kraju. W razie braku gotówki patrol może pozwolić na skorzystanie z pobliskiego bankomatu np. po zdeponowaniu dokumentu tożsamości, ale również odholować pojazd na policyjny parking.

W innych krajach, jak np. Szwajcaria, nieuiszczenie mandatu w terminie może uniemożliwić wyjazd z jego terytorium. Wynika to z faktu, że informacja o wykroczeniu trafia bezpośrednio do tamtejszej służby granicznej, kontrolującej przepływ osób unikających należności na rzecz państwa.

Nie polecam również podejmowania prób negocjowania z funkcjonariuszami co do wysokości ewentualnego mandatu. W szczególności w państwach zachodniej i północnej Europy gdzie takie zachowanie może spotkać się z zarzutem zamiaru przekupienia funkcjonariusza, a co za tym idzie, jeszcze poważniejszymi skutkami prawnymi.

Czy, kiedy, komu i w jakiej należy zapłacić?

Aby można było wyegzekwować zapłatę zagranicznego mandatu, konieczne jest jego zatwierdzenie przez polski sąd. Ze względu na to, że procedura ta pociąga za sobą koszty, zdarza się, że służby z innych państw, nie ścigają zagranicznych kierowców kiedy mandat opiewa na niską kwotę.

Nie zmienia to faktu, że w większości państw okres przedawnienia karalności wykroczeń drogowych wynosi od 2 do 5 lat. Tym samym, nawet jeśli po powrocie do Polski nie otrzymamy mandatu, nie oznacza to, że przy okazji najbliższej ponownej wizyty w danym kraju tamtejsze służby (np. w trakcie rutynowej kontroli drogowej) upomną się o zapłatę zaległej grzywny, i to powiększonej o odsetki za opóźnienie w jej uiszczeniu.

Świadomość i ostrożność kluczem do uniknięcia mandatu.

Chcąc więc uniknąć zbędnych kosztów związanych nieprzestrzeganiem lokalnego prawa drogowego, przed wyjazdem za granicę warto przede wszystkim zapoznać się z podstawowymi regulacjami obowiązującymi kierowców w kraju, do którego się wybieramy. Dotyczy to nie tylko zachowania limitów prędkości, ale i innych zachowań na drodze, które co prawda w Polsce nie stanowią wykroczenia, natomiast za granicą mogą spotkać się z dotkliwą karą. Przede wszystkim jednak – niezależnie jaką część świata przemierzamy samochodem, najlepszym sposobem na uniknięcie mandatu jest zachowanie szczególnej ostrożności na drodze.

Czy ksero dowodu będzie grozić więzieniem?

Wypożyczalnia samochodów, sprzętu sportowego, osiedlowy klub fitness, salon operatora komórkowego… W ilu miejscach zdarza nam się usłyszeć, że dla skorzystania z usługi konieczne jest potwierdzenie naszych danych przez zeskanowanie lub wykonanie ksera dokumentu tożsamości?

Praktyka jakkolwiek powszechna, to od dłuższego czasu zwraca się uwagę na ryzyko, jakie za sobą niesie. W najlepszym wypadku jest to pozyskanie informacji na temat naszego weku lub miejsca zamieszkania. Jednak niebezpieczeństwo jest o wiele dalej idące i w skrajnych przypadkach może doprowadzić do kradzieży tożsamości, a więc celowego wykorzystania naszych danych osobowych, najczęściej z zamiarem osiągnięcia korzyści majątkowej.

Naprzeciw temu zagrożeniu wyjść mają przepisy wchodzące w życie 12 lipca 2019 r., które – cytując ustawę – pod groźbą grzywny, ograniczenia, a nawet pozbawienia wolności zakazują wytwarzania, oferowania, zbywania lub przechowywania w celu zbycia repliki dokumentu publicznego (art. 58 ustawy z dnia 22 listopada 2018 r. o dokumentach publicznych).

Jakich dokumentów dotyczą nowe przepisy?

Co jednak kryje się za tak sformułowanym zakazem? Na samym początku warto zauważyć, że dotyczy on dokumentów identyfikujących daną osobę lub rzecz, jak i potwierdzający stan prawny lub prawa osób, które się nim posługują, a więc m.in.:

  • dowody osobiste, paszporty, prawo jazdy
  • odpisy prawomocnych orzeczeń sądów oraz tytuły wykonawcze
  • zaświadczenia stwierdzające m.in. uprawnienie do reprezentacji danej osoby, dokonania czynności prawnej bądź zarządu określonym majątkiem
  • wypisy, odpisy i wyciągi aktów notarialnych
  • legitymacja dokumentująca niepełnosprawność lub jej stopień oraz przyznające prawo do określonych ulg
  • dowód rejestracyjny i karta pojazdu
  • legitymacje służbowe
  • dokumenty potwierdzające wykształcenie, w tym świadectwa dojrzałości
  • legitymacje szkolne i studenckie itp.

Czy ksero dokumentów stanie się nielegalne?

Co kluczowe, a co najczęściej umyka przy okazji głośnego ostatnio tematu zmiany ww. przepisów – nie wprowadzają one zakazu kserowania, czy skanowania dokumentów, na których znajdują się nasze dane osobowe.

Przede wszystkim, kryminalizowany proceder musi polegać na posługiwaniu się repliką ww. dokumentów.  Wymaga to takiego odwzorowania lub kopii, która posiada cechy autentyczności. Biorąc pod uwagę, że ww. dokumenty mają z reguły charakterystyczną dla swego rodzaju formę (plastikowy kartonik lub wyposażenie w znak wodny), trudno uznać ich kserokopię lub skan za postać przypominającą oryginał. Tym samym tak powielonego dokumentu publicznego nie można uznać za jego replikę. Co za tym idzie – wykonanie kopii, skanu, fotografii któregokolwiek z ww. dokumentów publicznych, ze względu na brak cech autentyczności np. co do formatu czy koloru, nie będzie podlegało karze na gruncie nowych przepisów.

Czego zabrania nowa regulacja?

Wchodzące w życie zmiany posiadają 2 zasadnicze cele.

Pierwszy z nich to zapobieganie wytwarzaniu fałszywych dokumentów, łudząco podobnych do oryginałów, które mogą być wykorzystywane do popełnienia przestępstwa. Drugi ściśle wiąże się z obowiązującymi już przepisami dotyczącymi ochrony danych osobowych. Nietrudno zauważyć, że gromadzenie kserokopii, czy skanów dokumentów tożsamości stanowi przetwarzanie danych osobowych. To natomiast zawsze musi odbywać się zgodnie z zasadą minimalizmu, a więc gromadzenia tylko tych danych, które są niezbędne dla konkretnego celu przetwarzania (jak np. zatrudnienie, zawarcie umowy, potwierdzenie kwalifikacji).

Kluczowe jest więc, by w każdym przypadku – zwłaszcza, gdy mowa o najprostszych usługach życia codziennego – rozważyć najpierw, czy dany rodzaj przetwarzania wymaga gromadzenia szeregu niejednokrotnie tak specyficznych danych, jak nr PESEL, zdjęcie, adres zamieszkania, czy imiona rodziców. Brak uzasadnienia dla takich działań spotkać może się równie dotkliwą, jak karna, sankcją pieniężną nałożoną przez Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Szczególne warunki przetwarzania dokumentów

Nie tylko nowa ustawa o dokumentach publicznych, ale i szereg innych przepisów określa przypadki, w których posługiwanie się przez określone podmioty ww. dokumentami odbywa się na odrębnych zasadach. W szczególności jako replika dokumentu publicznego nie jest traktowana kserokopia lub komputerowy wydruk dokumentu publicznego wykonany do celów urzędowych, służbowych lub zawodowych wnikających w właściwych przepisów, a także wykonanych wyłącznie na użytek osoby, dla której ten dokument został wydany.

Ponadto, przepisy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy  oraz przepisy prawa bankowego przyznają odrębną podstawę prawną dla przetwarzania dokumentów tożsamości i informacji z nich zawartych. Upoważnia ona to tego takie podmioty jak banki, notariusze, kantory, instytucje pożyczkowe, towarzystwa ubezpieczeniowe, firmy leasingowe, pośrednicy nieruchomości – w ściśle określonym zakresie wyznaczonym ww. ustawami.

Informacja o niekaralności pracownika – tajemnica, czy obowiązek ujawnienia?

Informacja dotycząca karalności jest jedną z najbardziej wrażliwych danych, jakie zatrudniający może uzyskać o kandydacie do pracy lub pracowniku. Czy jednak tej, niewątpliwie istotnej z punktu widzenia pracodawcy, informacji można żądać można w każdej sytuacji?

Kto i kiedy może uzyskać informacje o niekaralności?

Dostęp do informacji na temat karalności jest ściśle limitowany przez obowiązujące przepisy.

W zakresie, w jakim jest to niezbędne dla zatrudnienia, wyłącznie, gdy wyraźny przepis ustawy stawia wymóg niekaralności lub korzystania z pełni praw publicznych – żądać takich informacji może pracodawca.

Istnieją bowiem przypadki, w których ujawnienie informacji na temat karalności osoby zajmującej konkretne stanowisko lub funkcję, bądź prowadzącej określoną działalność  jest obowiązkowe. Dotyczy to m.in.:

  • osób pełniących funkcję w organach spółek handlowych,
  • pracowników podmiotów sektora finansowego,
  • pracowników samorządowych,
  • pracowników służb mundurowych, organów ścigania oraz wymiaru sprawiedliwości,
  • ochroniarzy osób i mienia,
  • detektywów.

Obowiązek ten każdorazowo wiążę się z wymogiem niekaralności wynikającym wprost z przepisów. Tym samym, jakiekolwiek przypadki żądania przez przyszłego lub obecnego pracodawcę informacji o wydanych względem danej osoby wyrokach skazujących jest nieuprawnione i spotkać może się z potencjalnymi roszczeniami odszkodowawczymi ze strony osoby, której informacje te dotyczą, jeśli uzna ona, że żądanie takie godzi w sferę jej prywatności, lub doprowadziło do jej nierównego traktowania w zakresie nawiązania współpracy lub zakończenia zatrudnienia.

Czy dobrowolne podanie informacji jest możliwe?

Niejednokrotnie może zdarzyć się, że kandydat do pracy, chcąc zwiększyć swoje szanse na zatrudnienie, z własnej inicjatywy przedkłada przyszłemu pracodawcy informację o swojej niekaralności. Czy legalizuje to posiadanie tego typu danych? Odpowiedź na to pytanie wprowadził obowiązujący od 4 maja 2019 r. przepis art. 221a Kodeksu Pracy, który wprost zabrania – nawet na podstawie zgody, w tym również z inicjatywy samego kandydata lub pracownika – przetwarzania danych osobowych dotyczących wyroków skazujących oraz czynów zabronionych.

Skutki odmowy informacji o niekaralności

Co jednak w sytuacji, gdy przyszły lub obecny pracownik nie chce przedstawić zaświadczenia o niekaralności? Nieudzielenie takiej informacji przez kandydata ubiegającego się o zatrudnienie lub odmowa jej udokumentowania, może stać się przyczyną braku nawiązania współpracy. Podkreślić należy, że dotyczy to wyłącznie sytuacji, w których przepisy pozwalają na żądanie danych o niekaralności. Podobny skutek może odnieść uzyskanie informacji na temat skazania prawomocnym wyrokiem za określone przestępstwo, którego popełnienie nie da się pogodzić z konkretnym stanowiskiem, bądź wykonywaną pracą.

W odniesieniu do obecnych już pracowników, ujawnienie informacji na temat karalności (do czasu zatarcia skazania niweczącego ten fakt) powodować może tymczasem rozwiązanie umowy o pracę za wypowiedzeniem, bądź bez wypowiedzenia z winy pracownika, jeśli przestępstwo popełnione zostało w czasie zatrudnienia i uniemożliwia dalsze pracę na zajmowanym dotąd stanowisku.

Takie zachowania, jako uprawnione po stronie pracodawcy, nie będą mogły spotkać się ze skutecznym zarzutem ze strony niezatrudnionego lub zwolnionego pracownika.

Skutki nieuzasadnionego żądania informacji o niekaralności

Niezależnie od przywołanych wyżej roszczeń potencjalnych lub obecnych pracowników związanych z bezpodstawnym żądaniem informacji na temat braku karalności, czy też nierównego traktowania ich w razie uzasadnionej odmowy ich podania, proceder taki uznany może spotkać się również z reakcją organu nadzoru w zakresie przetwarzania danych osobowych, tj. inspektorów Urzędu Ochrony Danych Osobowych, jak i organów wymiaru sprawiedliwości. Zgodnie bowiem z obowiązującymi przepisami w tym zakresie, przetwarzanie danych osobowych bez podstawy prawnej zagrożone jest administracyjną karą pieniężną, która w skrajnych przypadkach sięgać może kwot równowartości 20 mln euro. Niezależnie od tego, nieuprawnione uzyskiwanie z Krajowego Rejestru Karnego informacji dotyczącej karalności danej osoby stanowi przestępstwo zagrożone karą grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Bezprawna groźba kontrolą RODO

O zgodnych z RODO programach komputerowych, routerach WI-FI, niszczarkach do papieru i nakładkach na ekrany monitorów słyszał już chyba każdy. Niejeden przedsiębiorca przetwarzający dane swoich klientów, kontrahentów i pracowników spotkał się z ofertą kompleksowego audytu lub pakietu oprogramowania wymaganego i certyfikowanego przez unijne organy ochrony danych. Brak oferowanych usług równoznaczny miałby przy tym być z naruszeniem przepisów i niechybnie spotkać się z reakcja organów nadzoru.

Po ponad roku zauważalnego procederu, związanego z powszechnym strachem i plotkami dotyczącymi rewolucji, jaką wprowadza do naszego życia RODO, polski ustawodawca postanowił zahamować tego typu praktyki.

Przy okazji najnowszego dostosowania szeregu krajowych ustaw do przepisów RODO rozszerzył w tym celu definicję groźby bezprawnej. Obecnie – od 4 maja 2019 r. za groźbę bezprawną (art. 115§ § 12 KK) uznaje się:

  • groźbę karalną (dotyczącą popełnienia przestępstwa na szkodę danej osoby lub jej najbliższych),
  • groźbę spowodowania postępowania karnego lub
  • innego postępowania, w którym może zostać nałożona administracyjna kara pieniężna, a także
  • rozgłoszenia wiadomości uwłaczającej czci zagrożonego lub jego osoby najbliższej.

Co ważne, za groźbę w tym rozumieniu nie uznaje się zapowiedzi spowodowania postępowania karnego lub mogącego doprowadzić do nałożenia administracyjnej kary pieniężnej, jeżeli ma to na celu jedynie ochronę prawa naruszonego konkretnym zachowaniem.

Wprowadzona do Kodeksu Karnego nowela dotyczy właśnie gróźb wszczęcia kontroli organów administracji. One również opierają się na zakomunikowaniu innej osobie, że jeżeli nie zachowa się w określony sposób – korzystny z punktu widzenia grożącego, mogą spotkać ją lub jej najbliższych niekorzystne konsekwencje, pogarszające jej sytuację, niż gdyby zachowała się zgodnie z żądaniem. Najlepszym przykładem są tu przypadki szantażu skorzystania z usług rzekomych firm audytorskich lub nabycia oprogramowania w cenach sięgających kilkudziesięciu tysięcy złotych pod groźbą zgłoszenia do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych w przypadku odmowy skorzystania z oferty.

Co prawda rozszerzenie definicji groźby bezprawnej miało miejsce przy okazji wprowadzania nowych przepisów dotyczących ochrony danych osobowych, jednak warto zaznaczyć, że dotyczy ono również gróźb wszczęcia innych postępowań administracyjnych, które mogą zakończyć się nałożeniem mandatu lub grzywny. Niedozwolone jest więc również grożenie wszczęciem kontroli Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, Państwowej Inspekcji Pracy, organów kontroli skarbowej, czy Inspekcji Handlowej.

Nie dotyczy to oczywiście przypadków, w których dochodzi do rzeczywistej sytuacji, jaka powinna spotkać się z reakcją organów kontroli, a która to reakcja ma służyć jedynie ochronie praw konkretnego podmiotu naruszonych niezgodnym z prawem działaniem lub innym zachowaniem.

Przyglądając się nowo wprowadzonym przepisom , można jedynie żywić nadzieję, że przyczynią się do efektywnego zapobiegania i przeciwdziałania przypadkom wykorzystywania dezinformacji oraz  ogólnie panującego strachu przed wysokimi sankcjami organów nadzoru w celu wyłudzenia nierzadko wysokich kwot.