Do więzienia za nielegalnego Windowsa?

Kto z nas nie korzysta z komputera na co dzień – ręka do góry! Nikt się nie zgłasza? Nie ma co się dziwić. Nawet jeżeli w „czasie wolnym” staramy się oderwać od monitora, w pracy nie ma za bardzo wyboru (oczywiście są wyjątki, ale to nie do nich kierowany jest dzisiejszy wpis).

Każda firma, niezależnie od profilu, ma u siebie przynajmniej jeden komputer. A jeżeli jest komputer, to jest i oprogramowanie. A jak wiadomo – za oprogramowanie trzeba zapłacić. Trzeba, ale nie każdy to robi! W dzisiejszym wpisie chciałabym wam przybliżyć, z jakimi konsekwencjami dla przedsiębiorcy może wiązać się korzystanie w ramach działalności z nielegalnego oprogramowania. Niestety, w przeciwieństwie do zwykłego Jana Kowalskiego, przedsiębiorca rzadko może liczyć na „łagodniejsze” potraktowanie go przez sąd.

Kiedy możemy mówić o piractwie komputerowym?

Osoba prywatna, jak i przedsiębiorca, który nabywa legalne oprogramowanie, otrzymuje uprawnienie do korzystania z niego w określonym zakresie. Jeżeli użytkownik instaluje, rozprowadza lub powiela program komputerowy niezgodnie z umową licencyjną lub w inny sposób ją łamie, narusza tym samym prawo autorskie do oprogramowania. I to jest pierwszy przypadek – za coś zapłaciliśmy, ale uznajemy, że po tym już hulaj dusza piekła nie ma.

Drugiej możliwości chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć – ściągamy program z Internetu z pominięciem autora/właściciela. Na potrzeby mojego artykułu nie ma znaczenia, w jaki sposób i z jakiego źródła ten program ściągniemy, dlatego te kwestię pominę.

Oba zachowania mogą zostać uznane za przestępstwo, tzw. piractwo komputerowe, do którego znajdą zastosowanie przepisy ustawy o prawie autorskim i kodeksu karnego.

Kto odpowiada?

Co do zasady, za każde nielegalne oprogramowanie zainstalowane na komputerze firmowym odpowiada właściciel firmy. I nie ma tutaj znaczenia, czy pracodawca wiedział o pobraniu i zainstalowaniu programu przez pracownika. Brak wiedzy nie stanowi podstawy do zwolnienia się z odpowiedzialności… a przynajmniej nie w całości.

Jeżeli przedsiębiorca będzie w stanie wykazać, iż pracownik umyślnie zainstalował nielegalne oprogramowanie – można wyobrazić sobie sytuację, gdy sfrustrowany pracownik na złość szefowi zainstaluje nielegalnego Worda, a następnie złoży anonimowy donosik – wówczas pracodawca będzie mógł częściowo zwolnić się z odpowiedzialności.

Istnieje jeszcze jedna możliwość, która co prawda nie zwalnia szefa od odpowiedzialności, ale może ulżyć przynajmniej w zakresie finansowym. Pracownik może, na zasadzie regresu, być pociągnięty do odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną osobom trzecim, a co ważne (!) bez stosowania limitu trzymiesięcznego wynagrodzenia.

Jestem piratem – co mi mogą zrobić?

Przyjmijmy jednak, że nasz przedsiębiorca sam się zdecydował – z tych czy innych względów – na korzystanie z programów na „nielegalu”. Jakie mogą mu grozić z tego tytułu konsekwencje? A no… dość poważne.

Po pierwsze, należy pamiętać, iż nabywanie pirackiego oprogramowania jest traktowane tak samo jak kradzież. Za którą kodeks karny przewiduje karę grzywny, karę ograniczenia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Dodatkowo, opisywane zachowanie może być traktowane jako paserstwo, które zagrożone jest karą pozbawienia wolności do lat 5. Nawet, gdy nabywca nie do końca jest pewien, czy program jest legalny czy też nie.

Z kodeksu karnego to by było na tyle, ale to jeszcze nie koniec! Wkraczamy bowiem do świata ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, gdzie również przezorny ustawodawca przewidział sankcje za piractwo. Na podstawie art. 116 ustawy za powyższe może zostać orzeczona grzywna, ograniczenie wolności lub pozbawienie wolności do lat 2. Jeżeli sprawca działał w celu osiągnięcia korzyści majątkowej – oszczędność to też korzyść – kara jest znacznie surowsza, do 3 lat pozbawienia wolności. Ustawa przewiduje również kary za paserstwo w zakresie praw autorskich – pozbawienie wolności od 3 miesięcy do 5 lat.

Bardzo dotkliwą sankcją dla firmy może okazać się również zabezpieczenie sprzętu, komputera, kiedy zajdzie podejrzenie popełnienia przestępstwa. Do czasu wyjaśnienia sprawy – jeśli nie zrobiliśmy kopii zapasowych – utracimy dostęp do urządzenia i do znajdujących się na nim danych. A trzeba pamiętać, że na wyjaśnienie sprawy można czekać bardzo, bardzo długo (dla przypomnienia – o przewlekłości postępowania).

Nie można też zapomnieć o tym, że producent oprogramowania może wystąpić z szeregiem roszczeń zarówno na drodze cywilnej, jak i karnej. Ma on prawo m.in. żądać zaprzestania korzystania z programu bądź zapłaty odszkodowania w wysokości dwukrotności, a w przypadku gdy naruszenie jest zawinione – trzykrotności wynagrodzenia, które by przysługiwało za udzielenie licencji.

W ramach przestrogi – rekordową do tej pory karę za używanie nielegalnego oprogramowania zapłaciła spółka ze wschodniej Polski. Jej wysokość została ustalona na prawie milion dolarów (!). Może więc lepiej zainwestować w oprogramowanie?

 

UdostępnijShare on LinkedInShare on Facebook
(Visited 15 times, 1 visits today)