Wyobraźmy sobie taką sytuacje: małżonek A mówi „Chce rozwodu„. Małżonek B – zaskoczony, zasmucony, albo może nawet odetchnął z ulgą – zostaje w tym samym mieszkaniu. Niby normalne, bo przecież mieszkają tam od lat. Ale nagle małżonek A mówi „Skoro się rozwodzimy, to Ty się wyprowadzasz„.
No i pojawia się pytanie: czy rzeczywiście małżonek B musi od razu pakować walizy bo tak mówi A?
Prawo mówi jasno: rozwód =/= automatyczna eksmisja
Sam fakt, że ktoś podjął decyzję o rozwodzie, a nawet złożył pozew o rozwód, nie daje mu prawa do wyrzucenia drugiej strony ze wspólnego mieszkania. To nie działa na zasadzie „skoro ja złożyłem pozew o rozwód, to Ty się wynosisz”.
Mieszkanie, które jest wspólnym domem małżonków, pozostaje takim do czasu prawomocnego zakończenia postępowania rozwodowego i ewentualnego uregulowania kwestii lokalu. Wyjątki są, ale dotyczą poważnych sytuacji, gdy np. jeden z małżonków stosuje przemoc, awanturuje się lub stwarza realne zagrożenie. Wtedy można wystąpić do sądu o eksmisję.
A jeśli ktoś „blokuje” dostęp?
I tu pojawia się problem: jedno z małżonków urządza sobie „lokatorski monopol” – zabiera jedyny wspólny pokój, zamyka się na klucz, nie dopuszcza drugiej osoby do tej przestrzeni. Brzmi znajomo?
Tutaj ponownie nie ma wątpliwości prawnych – oboje małżonkowie mają prawo do równego korzystania z nieruchomości. Żadne z nich nie może samowolnie zająć całego lokalu czy ograniczyć drugiemu dostęp. Zabieranie pokoju na wyłączność, czy też utrudnianie korzystania z mieszkania może być traktowane jako naruszenie praw drugiego współmałżonak.
W takich sytuacjach można:
- porozmawiać – najprostsza, ale wiadomo, że nie zawsze skuteczna opcja,
- wezwać policję, jeśli dochodzi do agresji, przemocy lub awantur,
- złożyć wniosek o uregulowanie sposobu korzystania z mieszkania, np. przez podział pomieszczeń,
- w sytuacjach ekstremalnych – żądać eksmisji.
A co z kamerą?
Coraz częściej zdarza się, że jeden z małżonków „dla bezpieczeństwa” albo z ciekawości montuje kamerę bez zgody drugiego. I tutaj uwaga: nagrywanie współmałżonka w prywatnym miejscu, bez jego zgody narusza jego prywatność, a nawet może być traktowane jako czyn zabroniony.
Dlatego:
- małżonek nie ma prawa samowolnie instalować kamer we wspólnym mieszkaniu,
- nagrania uzyskane w taki sposób mogą być odrzucone przez sąd jako dowód,
- druga strona ma prawo żądać usunięcia kamery, a jeśli to nie skutkuje – zgłosić sprawę na policję.
A co z dziećmi i mieszkaniem?
Tu zaczyna się trudniejszy temat. Często jedna ze stron (z reguły kobieta) mówi: „Ja zostaję z dziećmi, więc mieszkanie jest moje„. Ale uwaga: nie można tego wymusić groźbami czy ustnym żądaniem. To sąd w wyroku rozwodowym decyduje:
- komu powierza wykonywanie władzy rodzicielskiej,
- z kim dzieci będą mieszkać na co dzień,
- w jaki sposób będzie wyglądał kontakt drugiego rodzica z dzieckiem,
- i wreszcie – kto będzie korzystał ze wspólnego mieszkania.
Jeśli więc żona straszy, że „i tak zostanie z dziećmi i w mieszkaniu„, to pamiętaj: to nie ona decyduje, tylko Sąd. Ty masz takie same prawa do wniosku, żeby dzieci mieszkały z Tobą.
Rozwód to trudny etap, ale nie daje nikomu prawa, by samodzielnie wyrzucić drugą osobę z mieszkania czy blokować jej dostęp do wspólnej przestrzeni. Dopóki sąd nie powie inaczej – oboje mają równe prawa do lokalu. A jeśli wspólne mieszkanie zmienia się w pole bitwy? Warto pomyśleć o szybkim uregulowaniu sprawy w sądzie, albo przynajmniej o wypracowaniu zasad współistnienia, by te wspólne miesiące pod jednym dachem nie przypominały wojny o terytorium.

