Nagrania w sprawie rozwodowej – czy to dobry dowód? I czy w ogóle legalny?

W sprawach rozwodowych emocje często biorą górę. Zdrady, kłótnie, awantury, konflikty o dzieci i pieniądze – to wszystko sprawia, że wiele osób próbuje „zabezpieczyć się” na przyszłość nagrywając współmałżonka. Czasem telefonem, czasem dyktafonem, czasem… ukrytym urządzeniem.

Ale czy nagrania naprawdę są dobrym dowodem? Czy są legalne? I co z samymi transkrypcjami?

Czy można nagrywać współmałżonka?

Odpowiedź nie jest prosta i może być tylko jedna – to zależy.

Jeśli sam uczestniczysz w rozmowie, nie podsłuchujesz rozmów osób trzecich i nagrywasz na własne potrzeby to co do zasady nie jest to przestępstwo. Czy jest to niegrzeczne? A i owszem, ale do więzienia za to nie pójdziesz.

Problem zaczyna się wtedy, gdy to nie z tobą (lub przy tobie) prowadzona jest rozmowa, podkładasz urządzenie podsłuchowe, albo w jakiś inny sposób rejestrujesz rozmowy których nie prowadzisz. To może już podpadać pod kodeks karny, a dokładnie art. 267 k.k. – czyli bezprawne uzyskiwanie informacji.

Najprościej mówiąc:

  • nagrywasz rozmowę, w której nie bierzesz udziału? – to może być przestępstwo,
  • podkładasz dyktafon? – ryzyko wysokie,
  • ukrywasz urządzenie w rzeczach drugiej osoby? – bardzo poważny problem prawny.

Legalne nagranie – nie zawsze dobry dowód

Nawet jeśli nagranie zostało wykonane legalnie, sąd nie musi go uznać. Dlaczego? Bo sąd bada czy nagranie jest autentyczne, nie było montowane, czy wypowiedź nie została wyrwana z kontekstu, czy nie narusza dóbr osobistych drugiej strony i wreszcie – czy nie było użyte wyłącznie dla zemsty lub całkowicie zmanipulowane.

Sąd patrzy też, czy taki dowód nie służy wyłącznie do „oczerniania” drugiego małżonka.

A co z transkrypcją nagrania?

To bardzo ważne pytanie, bo wiele osób – znając konsekwencje prawne – przedkłada nie nagranie, ale tylko…przepisaną treść rozmowy. I tu trzeba powiedzieć jasno – sama transkrypcja bez nagrania audio nie jest pełnoprawnym dowodem.

Dlaczego? Bo napisać coś może sobie każdy. Bez nagrania nie da się sprawdzić, czy taka rozmowa w ogóle miała miejsce. Bez materiału źródłowego skąd pewność, że zapis jest wierny, nie da się sprawdzić czy coś nie zostało dopisane, zmienione albo wyrwane z całości. Wreszcie – nie da się zweryfikować tonu, emocji i wyłapać kontekstu. Czasem ton wypowiedzi może świadczyć, że coś co brzmi jak obelga stanowiło żart.

Transkrypcja jest tylko dokumentem prywatnym, czyli pokazuje, co ktoś napisał, a nie co się naprawdę wydarzyło.

A co z manipulacjami AI?

To jest temat bardzo aktualny. Dziś możliwe jest generowanie głosu na podstawie próbki, jego modyfikowanie, montowanie wypowiedzi z różnych rozmów, tworzenie tzw. „deepfake audio”. Coś, co kiedyś stanowiło świat sci fi, dzisiaj potrafi zrobić prawie każdy nastolatek.

Właśnie dlatego, jeśli nagranie ma mieć realną wartość dowodową, sądy powinny wymagać oryginalnych plików, badać ich metadane, czasem konieczne jest powołanie w tym celu biegłych. Sądy coraz ostrożniej podchodzą do tego typu dowodów.

Zanim cokolwiek nagrasz – zastanów się…czy to naprawdę konieczne? czy nie zaszkodzi Ci bardziej niż pomoże. Ale najważniejsze! Czy masz pewność, że działasz legalnie! I przede wszystkim – skonsultuj to z prawnikiem. Bo czasem jedna próba „zabezpieczenia się” może stworzyć dużo większy problem niż pierwotny konflikt.

UdostępnijShare on LinkedInShare on Facebook
Przewijanie do góry