Zmiany w obronie koniecznej, czyli amerykanizacja polskich przepisów

Oglądając amerykańskie filmy i seriale zapewne bardzo często spotykaliście się z sytuacją, kiedy właściciel nieruchomości bez mrugnięcia okiem strzela do osób, które bez zezwolenia wchodzą na jego działkę – scena, kiedy mężczyzna z dubeltówki strzela do przechodnia pojawia się nie tylko w kryminałach, ale również w slapstickowych komediach. W Stanach takie działanie było jak najbardziej zgodne z prawem, w Polsce – do niedawna – byłoby to nie do pomyślenia.

Nie tak dawno temu Justyna pisała o obronie koniecznej (klik), z uwagi na niedawne zmiany, dzisiaj powracamy do tematu. Ale nie przejmujcie się, nie będę powtarzała całości, która w dalszym ciągu jest aktualna. Skupię się jedynie na wprowadzonych zmianach.

W piątek (19.02) wszedł w życie przepis rozszerzający granice obrony koniecznej. Do istniejącego już przepisu (art. 25 kodeksu karnego) dopisano, iż  nie będzie podlegał karze ten, kto przekroczył granice obrony koniecznej, odpierając zamach polegający na wdarciu się do mieszkania, lokalu, domu, albo na przylegający do nich ogrodzony teren lub odpierając zamach poprzedzony wdarciem się do tych miejsc, chyba że przekroczenie granic obrony koniecznej było rażące. Rażące, czyli sposób obrony nie był adekwatny do zagrożenia, np. strzelanie do osoby, która po prostu przechodzi przez naszą działkę, może nie zostać uznane za obronę konieczną.

Wprowadzona zmiana ma wysłać do potencjalnego napastnika jasny komunikat, że każdy obywatel ma prawo do obrony i odparcia ataku, bez obawy przed poniesieniem za to odpowiedzialności karnej. 

Prawo do obrony jest jednym z podstawowych praw człowieka, nie powinno być tak, że  – w obawie przed odpowiedzialnością – biernie przyglądamy się napaści. Jak pisałam powyżej, podobne rozwiązania funkcjonują już m.in. w Stanach Zjednoczonych, a z bliższych sąsiadów – Wielkiej Brytanii, Szwecji i na Litwie. 

UdostępnijShare on LinkedInShare on Facebook
(Visited 37 times, 1 visits today)