Pani Mecenas, ile to jeszcze będzie trwało? Cz. 2

Skarga na przewlekłość postępowania vol. II

W poprzednim wpisie (tutaj) była teoria. Teraz czas na wskazówki praktyczne i rozważania czy ma to w ogóle jakiś sens.

Przewlekłość? Czyli co?

Ok. Już wiemy kto, gdzie, kiedy. To przechodzimy do podstawowego problemu – czym jest ta przewlekłość? Kiedy możemy mówić, że sprawa trwa zbyt długo? Od czego to zależy?

Co prawda, przywołany w zeszłym tygodniu artykuł ustawy wskazuje, że o przewlekłości mówimy, gdy naszym zdaniem postępowanie trwa zbyt długo. Takie oznaczenie sprawia, że to na sądzie będzie ciążył obowiązek rozstrzygnięcia w jakim „właściwym” czasie sprawa powinna być rozpatrzona. Oznaczenie okresu będzie zatem uzależnione od okoliczności konkretnej sprawy, niewątpliwie jedną z nich będzie stopień jej skomplikowania. Sąd będzie musiał również zbadać, czy w toku postępowania organ nie skupiał się na sprawach nieistotnych i w ten sposób bezzasadnie przedłużał całą sprawę.

Skarga i co dalej…

Złożyliśmy skargę, przyjmijmy, że nie było żadnych braków. Wszystko jest jak należy. I co dalej? Znowu czekamy na rozpatrzenie? Odpowiedź brzmi tak, znowu czekamy… Ale tutaj drobną pomoc oferuje nam ustawodawca, wprowadzając 2-miesięczny termin, w którym skarga powinna zostać rozpatrzona. Niestety, żeby nie było zbyt różowo, jest to jedynie termin instrukcyjny, a w przypadku jego przekroczenia nie przysługuje nam już żadne dodatkowe roszczenie.

Rozstrzygnięcie skargi 

Mamy tutaj w zasadzie dwa  możliwe rozstrzygnięcia. Sąd może:

  1. oddalić skargę jeżeli stwierdzi, że jest bezzasadna, a na to, że sprawa trwa tak długo nie można nic poradzić – tak po prostu jest, sprawa jest skomplikowana i na jej rozstrzygnięcie potrzeba więcej czasu, organ robi wszystko co może, pewnych rzeczy jednak nie przeskoczysz,
  2. uwzględnić skargę, stwierdzić, że postępowanie trwa zdecydowanie zbyt długi – w takim przypadku na żądanie skarżącego lub z urzędu może zlecić podjęcie przez organ prowadzący postępowanie odpowiednich czynności w wyznaczonym terminie.

Czy to w ogóle ma sens?

Moim zdaniem… jak najbardziej! No dobrze, szansa, że Sąd stwierdzi przewlekłość – jest mała, że zasądzi na naszą rzecz jakąś kwotę – jeszcze mniejsza.

Więc dlaczego tak stanowczo opowiadam się za skargą? Bez względu na rozstrzygnięcie skarga trafia nie tylko do Sądu, ale również do organu, który dane postępowanie prowadzi. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że nagle – zaraz po złożeniu skargi, jeszcze nawet przed jej rozpatrzeniem – w magiczny sposób machina rusza pełną parą i podejmowane są kolejne czynności. A organ robi co może, żeby Sąd przewlekłości nie stwierdził <jak powiedział mi kiedyś jeszcze na praktykach pewien Prokurator: „Pani Olu, słowo klucz – STATYSTKI ! ! !”>. A skoro tak naprawdę zależy nam na tym, żeby po prostu ktoś zajął się naszą sprawą efekt zostaje osiągnięty!

Oczywiście, nie mówię, że jest tak w każdym wypadku, ale czy nie warto zaryzykować utraty stówki, kiedy jest szansa, że to pomoże?

 

UdostępnijShare on LinkedInShare on Facebook
(Visited 4 times, 1 visits today)