Konfiskata rozszerzona – co może spotkać przedsiębiorcę?

Przed trzema miesiącami Minister Sprawiedliwości zaprezentował projekt nowelizacji szeregu ustaw (m.in. kodeksu karnego, kodeksu postępowania karnego oraz kodeksu karnego skarbowego). Z uwagi na zawirowania związane z Trybunałem Konstytucyjnym, projekt ten pozostaje obecnie poza zainteresowaniem mediów oraz opinii publicznej. Uważam, że jeśli proponowane rozwiązania zostaną wprowadzone w życie, to ich stosowanie może w niedługiej przyszłości stać się dla mediów pożywką ciekawszą niż Trybunał Konstytucyjny, a dla części osób, które się z nimi zetkną, oznaczać może zaprzepaszczenie całego dorobku życia.

O co tyle zamieszania?

Proponowane rozwiązania, dość powszechnie określane mianem konfiskaty rozszerzonej, dają Prokuraturze oraz Sądom instrument do głębokiego ingerowania w prawo własności, opierając się wyłącznie na domniemaniach, które to domniemania obalać będzie musiał sam zainteresowany. Zamiast cytować opracowane przepisy, spróbuję przedstawić ich możliwy skutek na konkretnym przykładzie.

Pierwszym etapem postępowania karnego jest tzw. postępowanie przygotowawcze. To etap, w którym przebieg postępowania zależny jest wyłącznie od Prokuratora, samodzielnie decydującego m.in. o tym komu przedstawić zarzut, bądź jakie środki zapobiegawcze stosować.

Najłatwiej na przykładzie

Załóżmy, że Prokurator doszedł do wniosku, że pracownik firmy X wykorzystywał spółkę swojego pracodawcy i oszukał jednego z kontrahentów lub Urząd Skarbowy na kwotę kilkuset tysięcy złotych. Ba, przyjmijmy nawet, że zarzuty zostaną postawione nie temu pracownikowi, lecz Prezesowi Zarządu, który usłyszy zarzut generowania i wprowadzania do obrotu fikcyjnych faktur, a korzyść majątkowa uzyskana z tego przestępstwa osiągnie zdaniem Prokuratora właśnie kilkaset tysięcy złotych. Przyjmijmy również, że omawiana spółka jest zwykłym, szeregowym podmiotem w swojej branży i osiąga roczny przychód na poziomie kilku do kilkunastu milionów złotych. Czy w tym momencie właściciel spółki może się czegoś obawiać? Instynktownie powiemy, że nie. O niczym bowiem nie wiedział, dlaczego więc miałby ponosić konsekwencje działań innych osób. Poza tym, to nie on usłyszał zarzuty i nie jest nawet stroną prowadzonego postępowania. Niestety, wobec zmian instynkt zawodzi.

Czy uczciwy przedsiębiorca może spać spokojnie?

Jeśli proponowane przepisy wejdą w życie, wówczas w omawianym przypadku Prokurator będzie mógł wprowadzić do spółki X zarządcę przymusowego. Innymi słowy, z dnia na dzień, dalsza działalność spółki zostanie oddana w ręce osoby z zewnątrz (możliwe, że całkowicie przypadkowej), która nie miała dotychczas żadnej styczności z kontrahentami spółki, nie zna specyfiki jej działalności i osób w niej zatrudnionych. Taki krok może faktycznie rozłożyć na łopatki każdą działalność w przeciągu dni, bądź w najlepszym razie tygodni i właściciel nie będzie miał w zasadzie nic do powiedzenia.

Jedyną bowiem przesłanką, która umożliwi wprowadzenie zarządcy przymusowego do spółki będzie teoretyczna możliwość przyszłego orzeczenia przepadku składników i praw majątkowych tej spółki – o ile oczywiście (w przyszłości często liczonej w latach) okaże się, że spółka X faktycznie została wykorzystana do popełnienia przestępstwa, a sprawca tego przestępstwa zostanie prawomocnie skazany (chociaż od tej zasady również istnieć ma kilka ciekawych wyjątków). Jeśli dodatkowo weźmiemy pod uwagę, że postępowanie przygotowawcze ma z reguły charakter niejawny, to walka właściciela o usunięcie zarządcy może przypominać walkę z wiatrakami.

Jednak niewinny?

Przyjmijmy teraz, że zarządca został ustanowiony, niemniej po kilku miesiącach Prokurator doszedł do wniosku, że przedstawione zarzuty nie potwierdziły się. Spółka X nie prowadzi już jednak działalności, zarządca nie potrafił w żaden sposób ogarnąć działalności, kontrahenci – obawiając się dalszej współpracy oraz nie potrafiąc dogadać się z zarządcą – wypowiedzieli umowy. Brak zleceń to brak możliwości regulowania wynagrodzeń za pracę oraz spłaty zaciągniętych zobowiązań. Odchodzą więc pracownicy, a banki wypowiadają umowy leasingu maszyn. Postępowanie karne zostaje umorzone, pracownik spółki X zostaje oczyszczony z zarzutów, a zarządca otrzymuje wynagrodzenie za wykonywanie czynności. Tylko sama spółka już faktycznie nie istnieje, właściciel (często poręczający za zobowiązania spółki własnym majątkiem) traci dorobek życia, a pracownicy muszą szukać nowego pracodawcy. Ta jeszcze obecnie fikcja, już niebawem okazać się rzeczywistością…

UdostępnijShare on LinkedInShare on Facebook
(Visited 17 times, 1 visits today)